sobota, 19 sierpnia 2017

"Zapomnij o tym, co było" - RECENZJA KSIĄŻKI

           
Oryginalny tytuł: Mai Tai'd Up

Autor: Alice Clayton 

Wydawnictwo: Pascal

Seria: Nie dajesz mi spać (Tom 4)

Liczba stron: 288

Chloe ma wszystko – urodę, tytuł miss, pieniądze i narzeczonego. Jednak w dniu ślubu opuszcza ukochanego. Zakłada swój biznes – azyl dla porzuconych psiaków. Pomaga jej w tym Lucas, przystojny weterynarz. Gdy ich przyjaźń znaczy coś więcej, okazuje się, że Lucas został porzucony przez ołtarzem. Chloe zaczyna kłamać…

Tak jak zawsze w powieściach Alice Clayton bywa, główna bohaterka została to dziewczyna z charakterem, chociaż na początku była trochę pogubiona i poddawała się wpływowi zaborczej matki. Potem jednak wzięła sprawy w swoje ręce i (co prawda z pewnymi kłopotami) znalazła swoje miejsce na ziemi. Pomagał jej w tym zabójczo przystojny weterynarz, który całkowicie zawładnął moim sercem. Teraz razem z Simonem stoją na pierwszym stopniu podium, jeśli chodzi o tą serię. Lukas jest zabawny, pewny siebie, troskliwy, lojalny, ale też bardzo wrażliwy! Mimo, że fabuła jakoś specjalnie niczym nie zaskakuje to "Zapomnij o tym, co było" pochłonęłam jednego dnia i ani przez chwilę się nie nudziłam. Czwartą część przeczytałam bezpośrednio po trzeciej, dzięki czemu zauważyłam pewne podobieństwa. Autorka ma ogromną słabość do pięknych domów i... jedzenia. W każdym tomie mamy do czynienia z remontem posiadłości i główną bohaterką, która uwielbia jeść, ale oczywiście ma figurę modelki. Dodatkowo Alice Clayton naprawdę uwielbia wysokich facetów, bo w swoich powieściach wielokrotnie powtarza, jaki główny bohater jest wysoki. Może myślicie, że przesadzam, ale naprawdę rzuciło mi się to w oczy.
Widać, że autorka stara się, żeby pod względem fabularnym każda z części była inna, ale zapomina o szczególikach - małych, ale dla mnie znaczących. W recenzji "Nie mów mi, co mam robić" wspominałam, że głównym motywem powieści jest cytat: "Zakochiwanie się nie zawsze musi być trudne. Czasem trzeba jedynie dojrzeć to, co masz przed samymi oczami.", teraz zauważyłam, że idealnie opisuje on całą serię. Caroline i Simon, Vivian i (kowboj lub bibliotekarz - jeśli chcecie się dowiedzieć, który to sięgnijcie po trzeci tom. Uprzedzam, że w czwartym są do niego spoilery), a teraz Chloe i Lukas - oni wszyscy znaleźli miłość, która nie musiała być wcale trudna, ale źle podjęte decyzji i kłamstwa, namieszały w ich drodze do szczęścia. Miałam ogromny dylemat na ile gwiazdek ocenić "Zapomnij o tym, co było". Książka okazała się lepsza od "Nie mów mi, co mam robić" (7 gwiazdek), ale słabsza od "Nie dajesz mi spać" (8 gwiazdek), w końcu dałam jej 7, ale gdybym mogła dałabym 7,5. Wspominam o tym w prawie każdej recenzji książek z tej serii, więc teraz też muszę - nie bójcie się dużej ilości scen erotycznych. Gwarantuję, że nie jest ich zbyt wiele, a przy tym nie są wulgarnie opisane. 

środa, 16 sierpnia 2017

"Nie mów mi, co mam robić" - RECENZJA KSIĄŻKI


           Oryginalny tytuł: Screwdrivered

           Autor: Alice Clayton

Wydawnictwo: Pascal

Seria: Nie dajesz mi spać (Tom 3)

Liczba stron: 272

Viv jest programistką ale i niepoprawną romantyczką. Niespodziewany telefon z informacją o spadku – domu w Californii, zmienia jej życie. Przeprowadzka przynosi nowe znajomości -dwóch seksownych kandydatów na męża – kowboja Hanka i bibliotekarza Clarka. Każdy z nich rozpala Viv do czerwoności.


Pierwsza część serii "Nie dajesz mi spać" podbiła moje serce. Druga, niestety, okazała się dużo słabsza, ale miałam ochotę na coś lekkiego i zabawnego, więc postanowiłam dać szansę trzeciej. Co prawda nie pobiła ona pierwszej, ale okazała się całkiem przyjemną lekturą na wakacje. Po przeczytaniu opisu spodziewałam się dwóch niesamowicie seksownych facetów, których pokocham i podobnie, jak bohaterka nie będę wiedziała, którego uwielbiam bardziej. A jednak okazało się, że tylko jeden z nich zdobył moje serce. Od początku byłam pewna, jak ta historia się potoczy i jaki będzie miała finał. Nie mogę mieć pewności, jakie plany miała autorka, ale wydaję mi się, że to był zamierzony zabieg. Alice Clayton przedstawia dwóch męskich bohaterów w bardzo jasny sposób. Ich charakter właściwie od pierwszych stron nie był dla mnie tajemnicą. Na początku myślałam, że autorce nie udało się wykreować Hanka i Clarka tak jak tego chciała, bo teoretycznie zakończenie powinno być zaskakujące, ale potem pomyślałam, że może autorce właśnie o to chodziło? My, jako czytelnicy wiemy, z kim powinna być główna bohaterka, nawet wszystkie osoby z jej otoczenia to wiedzą, tylko ona upiera się, że jest inaczej.  
Dzięki temu Alice Clayton w bardzo ciekawy sposób obrazuję główną myśl książki - "Zakochiwanie się nie zawsze musi być trudne. Czasem trzeba jedynie dojrzeć to, co masz przed samymi oczami". Viv uważa zupełnie inaczej. Ułożyła sobie w głowie swoją własną historię miłosną i za wszelką cenę chcę się jej trzymać, nie zauważając co ma przed nosem. To sprawiało, że zachowanie głównej bohaterki było czasami nieco wkurzające, ale ogólnie rzecz biorąc była to bardzo ciekawie wykreowana postać. Ma kolczyki, tatuaże, jest pyskata, ale również uwielbia matematykę i literaturę erotyczną. A nawet sama uważa, że jest bohaterką takich książek. Cóż, ma rację, chociaż tak jak w przypadku poprzednich części nie uważam, żeby był to jakoś szczególnie mocny erotyk. Tak na dobrą sprawę to jest jedna prawdziwa scena seksu i kilka fantazji głównej bohaterki. W "Nie mów mi, co mam robić" pojawiają się bohaterowie wcześniejszych tomów (Wallbanger i Dziewczynka w różowej piżamce powracają!). Co prawda nie dowiadujmy się nic znaczącego o ich życiu, ale stanowią bardzo miły akcent. Jeżeli czytaliście wcześniejsze książki Alice Clayton i Wam się spodobały, albo po prostu szukacie czegoś lekkiego i przyjemnego to zapewniam, że ta pozycja Was nie zawiedzie. Może i jest przewidywalna, ale humor i ciekawi bohaterowie to rekompensują.


sobota, 12 sierpnia 2017

Nie samym czytaniem żyje człowiek #2: Faking it, Once Upon a Time in Wonderland, New Girl


Amy Raudenfeld (Rita Volk) i Karma Ashcroft (Katie Stevens) są uczennicami liceum a zarazem najlepszymi przyjaciółkami. Pewnego dnia zostają okrzyknięte lesbijkami, przez co stają się najsławniejszymi dziewczynami w szkole. Ich pragnienie bycia popularnymi jest tak silne, że postanawiają udawać homoseksualistki. Sprawy się komplikują, gdy jedna z nich zakochuje się w koledze ze szkoły.


Jak wyobrażacie sobie typową amerykańską szkołę? Otóż ta przedstawiona w "Faking it" jest całkowitym zaprzeczeniem Waszych wyobrażeń. By stać się popularnym nie trzeba gnębić słabszych, należeć do drużyny sportowej, ani być cheerleaderką. W Haster liczy się oryginalność. Jednak nasze główne bohaterki - Amy i Karma - nie mając w sobie nic wyjątkowego – przyjaźnią się od dawna i są bardzo sympatyczne, ale nic ich nie wyróżnia. Jednak, gdy na jednej z imprez przypadkowo zostają wzięte na lesbijki, ich popularność gwałtownie wzrasta. Na początku miałam mieszane uczucia co do "Faking It", ponieważ udawanie lesbijek dla sławy, do mnie nie przemawiało. Po jakimś czasie jednak zauważyłam, że w tym serialu nie powinno się brać wszystkiego na serio. Bohaterowie i niektóre sytuacje są celowo przerysowane, żeby jeszcze lepiej podkreślić wartości, jakie stara się nam przekazać serial. "Faking it" całkiem nieźle radzi sobie z pokazywaniem relacji rodzinnych. Karma ma niesłychanie otwartych rodziców, którzy jednak nie do końca ją akceptują, ponieważ jest dla nich zbyt "normalna". Nawet nie wyobrażacie sobie ich radości na wieść, że ich córka jest lesbijką. Z kolei Amy jest zazdrosna o Lauren - córkę przyszłego męża jej mamy. Mimo, że na początku się nie znoszą, to z czasem zaczyna łączyć je nić sympatii. Bardzo miłym akcentem były również nawiązania do "Igrzysk śmierci", "Sherlocka", lub innych popularnych seriali i książek. Może to mało ważny szczegół, ale każdy fan popkultury zgodzi się ze mną, że jest to bardzo miły akcent. "Faking it" zostało skasowane po 3 sezonach, więc bałam się, że serial skończy się bez dobrego zakończenie. Jednak nie musicie się tym martwić, bo większość wątków została zamknięta. Jeśli macie ochotę na serial o niebanalnej fabułę z dużą ilością poczucia humoru, który przy okazji czegoś Was nauczy, powinniście dać szansę właśnie tej produkcji. Szczególnie, że odcinki trwają zaledwie dwadzieścia minut.

W czasach wiktoriańskiej Anglii młoda i piękna Alicja (Sophie Lowe) opowiada historię o niezwykłej krainie istniejącej po drugiej stronie króliczej nory. Niewidzialny kot, gąsienica paląca fajkę wodną oraz karty mówiące ludzkim głosem to zaledwie namiastka tego, co zobaczyła. Uznana przez lekarzy za szaloną, Alicja ma zostać poddana terapii, dzięki której zapomni o wszystkim. Jest gotowa zostawić za sobą wspomnienia, a szczególnie to o swoim ukochanym dżinie Cyrusie (Peter Gadiot), jednakże w głębi serca wie, że tamten świat naprawdę istnieje. W ostatniej chwili ratują ją sarkastyczny Walet Kier (Michael Socha) i nieodpowiedzialny Biały Królik (John Lithgow), wraz z którymi Alicja wskoczy do króliczej nory i przeniesie się do Krainy Czarów, w której nie ma rzeczy niemożliwych…


Uwielbiam "Once Upon A Time", więc mimo wielu negatywnych opinii postanowiłam dać szansę spin-offowi. Niestety, ja również mam do niego sporo zastrzeżeń. Początek jest interesujący, końcówka również niczego sobie, jednak między nimi znajduje się ogromna przepaść nudy i infantylności, przez którą ledwo przebrnęłam. OUATIW ma tylko trzynaście odcinków, a mimo to oglądanie zajęło mi prawie dwa tygodnie i robiłam to głównie dlatego, żeby w końcu go skończyć, bo ciekawość nie miała z tym nic wspólnego. W "Once Upon a Time" podoba mi się to, że serial przekazywał ważne wartości, ale jednocześnie nie był na siłę ckliwy i nie brakowało w nim humoru i mnóstwa akcji. Natomiast oglądając OUATIW podczas "zabawnym momentów" spoglądałam na ekran z politowaniem, a nie wybuchałam śmiechem. Dodatkowo we wszystkich scenach, w których powinnam współczuć bohaterce, byłam obojętna. Miałam już serdecznie dość Alicji biegającej po lesie i powtarzającej, jak bardzo kocha Cyrusa. Najgorsze jest to, że ani przez moment, nie wierzyłam w to uczucie. Już po pierwszym odcinku robiło mi się niedobrze, gdy słyszałam te wszystkie ckliwe teksty bohaterów. Zgaduję, że miały one wzruszać, ale cóż... nie wyszło. Strasznie mnie wkurzało, że bohaterowie raz walczyli jak ninja, a potem zachowywali się jak kompletne ofermy. Większość postaci głównie mnie irytowała i tak naprawdę polubiłam tylko Willa, chociaż niestety pod koniec i on zrobił się zbyt mdły, chociaż w jego miłość przynajmniej udało mi się uwierzyć. Efekty specjalne są na bardzo nierównym poziomie. Czasem są naprawdę dobre, a czasem wyglądają na robione w Paintcie. Akcja dzieje się przecież w Krainie Czarów, więc strona wizualna jest bardzo ważna. "Once Upon A Time In Wonderland" nie doczekało się drugiego sezonu i w sumie nie jestem zdziwiona. Na szczęście wszystkie wątki zostały dobrze zamknięte, bo bałam się, że serial urwie się w kulminacyjnym momencie. 



Jessica Day (Zooey Deschanel) jest dwudziestokilkuletnią atrakcyjną kobietę, która stara się pozbierać po zerwaniu z chłopakiem. W końcu udaje jej się znaleźć dla siebie nowe lokum, które zamieszkuje trzech przystojnych i wolnych facetów: barman Nick, profesjonalny i współczesny Casanova - Schmidt oraz były sportowiec, obecnie trener 'Coach'. Dopełnieniem paczki jest najlepsza przyjaciółka Jess - Cece. Wspólnie starają się pomóc Jessice w odnalezieniu prawdziwej miłości i sensu życia.


Jess, Nick, Schmidt, Winston, Coach i Cece - to grupa przyjaciół, których losy śledzimy w serialu. Momentami potrafili nieźle podnieść mi ciśnienie, jednak po obejrzeniu sześciu sezonów przestało mi to przeszkadzać. Powiem więcej - zaczęłam postrzegać ich, jako swoich przyjaciół, a nie tylko bohaterów serialu. Każdy z nich ma mnóstwo wad i denerwujących nawyków, ale dzięki temu jeszcze łatwiej się z nimi zżyć. W każdym odcinku bohaterowie zmierzają się ze swoimi słabościami, dojrzewając na naszych oczach. Tytułowa Jess to karykaturalna wersja stereotypowej nauczycielki z podstawówki. Jest do bólu optymistyczna, radosna i z ogromnym zapałem wtyka nos w nieswoje sprawy, oczywiście z nieustającej chęci niesienia wszystkim pomocy. Kontrastem dla wiecznie uśmiechniętej Jess jest Nick, który zachowuje się jak zmęczony życiem staruszek. Jednak nikt nie prześcignie Winstona w byciu ofiarą losu i życiową ciamajdą. Z kolei Schmidt to wcielenie wszystkich żydowskich stereotypów. Dodatkowo odnosi sukcesy w pracy, uważa się za boga seksu, a przy tym ma manie sprzątania i kontroluje życie współlokatorów.  Pozostaje jeszcze Cece - super modelka i najlepsza przyjaciółka Jess, która moim zdaniem jest "najnormalniejsza" z całego towarzystwa. "Jess i chłopaki" to typowy serial, przy którym nasz mózg może się wyłączyć. Przyznam, że na początku nie mogłam się w niego wciągnąć, bo wydawał mi się zbyt głupi i infantylny, ale z czasem przywiązałam się do bohaterów i z ciekawością śledziłam ich losy.  Zdaje sobie sprawę z tego, że nie wszystkich przekona taki rodzaj poczucia humoru, ale warto spróbować i obejrzeć chociaż kilka odcinków.



środa, 9 sierpnia 2017

"Z tobą się nie nudzę" - RECENZJA KSIĄŻKI


Oryginalny tytuł: Rusty Nailed

Autor: Alice Clayton

Wydawnictwo: Pascal

Seria: Nie dajesz mi spać (Tom 2)

Liczba stron: 336

Caroline i Simon są razem bardzo szczęśliwi. Prowadzą życie pełne ciekawych zleceń, przygód, miłości i seksu. Jednak po szkolnym zjeździe mężczyzna przewartościowuje życie i postanawia się ustatkować. Jak zareaguje na to jego ukochana?

"Z tobą się nie nudzę"- mam ochotę wybuchnąć śmiechem za każdym razem, gdy słyszę ten tytuł. Nie wiem, czy to przypadek, czy może wydawnictwo chciało sobie z nas zażartować, ale nie rozumiem, jak można połączyć taki tytuł z tak nudą treścią. Chociaż z drugiej strony takie zestawienie wpasowuje się w ironiczny klimat powieści. W pierwszej części zakochałam się na zabój, więc czym prędzej sięgnęłam po kontynuacje. Miałam wielką nadzieję, że druga okaże się równie dobra. Na początku bardzo mi się spodobała, bo czytanie o szczęściu ulubionych bohaterów sprawia wielką radość, lecz im dalej, tym gorzej... Przeczytałam 50 stron, potem 100 i 200, a nadal prawie nic się nie działo. Caroline i Simon pracują, a gdy tylko mężczyzna wraca z podróży uprawiają seks... bardzo dużo seksu. Potem on znowu wyjeżdża, a potem uprawiają seks i tak w kółko, przez c a ł ą książkę. Z tym wyjątkiem, że w końcówce Simon znacznie ogranicza swoje wyjazdy, więc mają czas na jeszcze więcej seksu. Scen erotycznych jest mnóstwo, ale na szczęście autorka bardziej koncentruje się na grze wstępnej, która przesączona jest wieloma słownymi potyczkami między Simonem i Caroline.
Kontynuacja "Nie dajesz mi spać" wydaje się zupełnie zbędna. Przez jakieś 3/4 całej powieści nie dzieję się absolutnie nic nowego. O ile przez pierwsze kilkanaście stron opis sielanki głównych bohaterów był bardzo przyjemny, to z czasem miałam tego naprawdę dość. Po co pisać, skoro nie ma się na to pomysłu? Wydarzenia, o których czytamy w opisie fabuły mają miejsce dopiero pod koniec i na dobrą sprawę nie są niczym przełomowym, więc to zdecydowanie za mało, by opierać na tym całą powieść. Mam również wrażenie, że opis trochę kłamie, bo czy aby na pewno Simon "przewartościowuje życie i postanawia się ustatkować."? Nie do końca. Tak samo jak w pierwszej części, tak i teraz darzę ogromną sympatią wszystkich bohaterów. Aczkolwiek autorka bardzo skupiła się na przeszłości Simona, a reszta bohaterów została pominięta. Jeśli chodzi o postacie drugoplanowe to mogę przymknąć na to oko, ale żałuję, że nie mogliśmy lepiej poznać Caroline. "Z tobą się nie nudzę" czytała się równie lekko jak pierwszą część, ale było w niej zdecydowanie mniej akcji. Wydaje mi się, że autorka do końca nie wiedziała, co chce nam przekazać. Nie zauważyłam żadnego pomysłu na tą historię. O ile "Nie dajesz mi spać" polecam Wam z całego serca, to kontynuację możecie sobie odpuścić, bo nie wnosi ona nic, czego sami nie moglibyśmy się domyślić.

sobota, 5 sierpnia 2017

"Nie dajesz mi spać" - RECENZJA KSIĄŻKI

             
Oryginalny tytuł: Wallbanger

Autor: Alice Clayton

Wydawnictwo: Pascal

Seria: Nie dajesz mi spać (Tom 1)

Liczba stron: 400

Caroline, właścicielka kota i projektantka wnętrz, właśnie wprowadziła się do fantastycznego mieszkania w San Francisco. Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie Simon – jej nowy sąsiad – i jego nocne zwyczaje… Kiedy erotyczne przygody Simona kolejny raz wyrwały Caroline ze snu, miarka się przebrała. Dziewczyna zaczęła szczerze nie cierpieć mężczyzny zza ściany, a zabójczo przystojny sąsiad nic sobie z tego nie robił. Gdy przypadkiem się spotykają, dla dobra wspólnych znajomych zawierają pokój. Ale czy uda im się go utrzymać? Czy w końcu zauważą, że między nimi aż iskrzy?

Nie będę się rozpisywała o fabule, ponieważ niczym szczególnym się ona nie wyróżnia. Caroline i Simon poznają się w dość dwuznacznej sytuacji, na początku się nie znoszą, ale oczywiście, potem się w sobie zakochują. Kreacja postaci nie jest zbyt oryginalna, aczkolwiek zapałałam do nich dużą sympatią. Caroline na pierwszy rzut oka mogłaby się wydawać nudna, ale tak naprawdę jest zdecydowana, wie czego chcę i nie owija w bawełnę. Lubię ją za to, że wali prosto z mostu, bo strasznie nie lubię niedomówień i zabawy w kotka i myszkę. A jeśli chodzi o jej sąsiada zza ściany, to mam do powiedzenia tylko jedno: ten facet jest g e n i a l n y! Ma wszystkie cechy, jakie cenię u książkowych bohaterów. Simon jest tajemniczy, pewny siebie i standardowo - zabójczo przystojny. W pierwszych rozdziałach wydaje się być klasycznym przykładem badboya. Już wtedy byłam w nim po uczy zakochana, jednak potem okazał się być jeszcze czuły, kochający i może troszeczkę nieśmiały, ale przy tym jak cholernie uroczy! Tak... całkowicie przepadłam. Alice Clayton bardzo dobrze przedstawiła rozwijającą się więź między bohaterami. Najpierw powoli, stopniowo podsycała ogień pożądania, by na końcu wybuchnął niczym wulkan.
Styl pisania autorki jest lekki i przyjemny, przez co książkę można pochłonąć w jeden dzień. Podobało mi się, że autorka bawiła się narracją. Najczęściej historię śledziliśmy oczami Caroline, ale zdarzały się też fragmenty, w których poznawaliśmy myśli jej przyjaciół, a nawet... kota. Nie przecierajcie oczu ze zdumienia, bo to prawda! W jednym rozdziale narratorem jest pewien przezabawny kociak. Czytanie "Nie dajesz mi spać" było dla mnie czystą przyjemnością, aczkolwiek ostatnie kilkanaście stron wydało mi się zbędnych. Mimo, że w książce jest dużo podtekstów erotycznych to samego seksu nie ma zbyt dużo. Miałam wrażenie, że w końcówce autorka przypomniała sobie, że pisze erotyk i chciała na siłę poupychać tam jeszcze więcej scen łóżkowych, chociaż w tym przypadku określenie "łóżkowych" nie jest do końca adekwatne, bo miejsca bywały różne. Na szczęście zostały one bardzo zgrabnie opisane, przez co dobrze się je czytało. Co takiego wyjątkowego jest w tej historii? Nie mam pojęcia! Niby typowy romans, ale mimo przewidywalności "Nie dajesz mi spać" ma w sobie  "to coś", co nie pozwala jej nie kochać. Może i przemyślenia bohaterów nie są szczególnie głębokie, ale w tej książce wcale nie o to chodzi!  Humor ociekający ironią i sarkazmem sprawia, że czytając po prostu świetnie się bawimy. To nie jest wymagająca lektura, więc z pewnością nada się idealnie na okres wakacyjny. 
 

środa, 2 sierpnia 2017

"Elementary" to serial o rozwiązywaniu zagadek, "Sherlock" to historia detektywa...


 Sherlock                                                                                Elementary

Twórcy: Steven Moffat, Mark Gatiss                                                         Twórcy: Robert Doherty

Ilość sezonów: 4                                                                                                           Ilość sezonów: 5
  
    Obsada:                                                                               Obsada:
Benedict Cumberbatch jako Sherlock Holmes            Johnny Lee Miller jako Sherlock Holmes  
Martin Freeman jako Doktor John Watson                          Lucy Liu jako jako Dr Joan Watson
 Rupert Graves jako Inspektor Greg Lestrade                       Aidan Quinn jako Thomas Gregson
Mark Gatiss jako Mycroft Holmes                                               Natalie Dormer jako Irene Adler


SHERLOCK: John Watson jest lekarzem i kapitanem brytyjskiej armii. Niedawno powrócił z Afganistanu, gdzie został ranny. Ma trudności z przystosowaniem się do życia w cywilu. Na dodatek wojskowa emerytura nie wystarcza mu na samodzielne wynajęcie mieszkania w Londynie. Pewnego dnia spotyka swojego kolegę z jednostki, który z kolei przedstawia mu kandydata na współlokatora. W ten sposób Watson poznaje Sherlocka Holmesa, ekscentrycznego geniusza i jedynego na świecie "detektywa doradczego", zajmującego się rozwiązywaniem spraw kryminalnych, kiedy londyńska policja nie daje sobie rady.
 

ELEMENTARY: Sherlock Holmes jest ekscentrycznym geniuszem, który właśnie zakończył pobyt na odwyku narkotykowym. Przeprowadza się z Londynu do Nowego Jorku, a jego ojciec zmusza go do życia pod czujnym okiem dr Joan Watson, która po trudnych doświadczeniach związanych z utratą pacjenta, jak i prawa do uprawiania zawodu, została opiekunem osób walczących z uzależnieniem. Watson ma za zadanie pilnować, by jej podopieczny nie wrócił do nałogu. Jednak Holmes informuje ją, iż sam będzie decydował o swoim życiu, którego istotną częścią jest pomaganie w śledztwach nowojorskiej policji. Joan nie ma wyboru - jej obowiązkiem jest towarzyszyć mu podczas tego niecodziennego zajęcia.


Brytyjski Sherlock to postać fascynująca i tajemnicza, ale również arogancka, apodyktyczna i bezduszna. Holmes patrzy na świat z pogardą i nie waha się wypominać ludziom ich głupoty, przez co nie wzbudza sympatii otoczenia. Z nikim się nie liczy, nawet ze swoim jedynym przyjacielem Watsonem i nie ma żadnych oporów, żeby go wykorzystać, jeśli to pomoże mu w dochodzeniu. Benedict Cumberbatch tak zręcznie manipuluje uczuciami widza, że Sherlocka albo się kocha, albo nienawidzi. Osobiście jestem wielką fanką tej postaci, ale tylko gdy oglądam go na ekranie, bo nie sądzę, żebym polubiłam go w realnym świecie.  
Natomiast amerykański Sherlock to facet, który mimo swoich dziwactw zbudza sympatię. Jest geniuszem i, podobnie jak jego brytyjski odpowiednik, nie daje nikomu zapomnieć o wyższości swojego umysłu, ale mimo to nie odcina się zupełnie od ludzi - ma przyjaciół, a nawet dziewczynę. Postać grana przez Johnny'ego Lee Millera jest dużo bardziej ludzka. Nie należy jednak zapominać, że akcja "Elementary" toczy się tak jakby po wydarzeniach  "Sherlocka". Holmes był detektywem konsultantem w Londynie, ale śmierć ukochanej kobiety, chęć złapania mordercy i porażka, jaką poniósł, wpędziła go w narkotyki. Wydaje mi się, że amerykański Sherlock po prostu przeszedł już zbyt wiele w swoim życiu. Odniosłam wrażenie, że jest zmęczony swoim geniuszem i gdyby tylko mógł, to chętnie by z niego zrezygnował.
Jednak kim byłby Sherlock Holmes bez Johna. Kluczowy jest fakt, że w amerykańskiej wersji, doktor Watson to kobieta! Sam pomysł takiej zamiany przypadł mi do gustu i bardzo mnie zaciekawił, ale obsadzenie w tej roli Lucy Liu już mnie nie zachwyciło. Nie mam nic do jej gry aktorskiej, ale zabrakło mi w niej takiego ciepła i uroku, jakimi emanował Martin Freeman. Joan Watson była dla mnie jeszcze bardziej nieczuła i dumna, niż sam Sherlock Holmes, a zupełnie nie o to chodzi w tej postaci. Martin Freeman sprawiał, że doktor jest nie tylko żołnierzem, ale też niezwykle ciepłym człowiekiem, który jako jedyny ma jakiś wpływ na ekscentrycznego detektywa. Nie chcę zbyt wiele zdradzać, ale do tej pory robi mi się niedobrze, gdy tylko pomyślę o tym, jak twórcy pokierowali losami amerykańskiej doktor Watson i Mycrofta. Na wiele rzeczy mogę przymknąć oko, ale akurat tego nigdy im nie wybaczę. "Elementary" to typowy procedural. Sezon składa się z ponad dwudziestu odcinków. Zdarzają się lepsze i gorszę, dlatego uważam, że serial dużo by zyskał, gdyby ich liczba została nieco okrojona. W jednym sezonie "Sherlocka" dostajemy tylko trzy odcinki i dzięki temu nie musimy męczyć ze zbędnymi zapychaczami, a każda minuta jest maksymalnie wykorzystana i wypełniona akcją. Po tym co przeczytaliście możecie się domyślić, że u mnie brytyjski Sherlock zdecydowanie wygrywa, ale muszę pochwalić amerykańskiego za niesamowite zakończenie pierwszego sezonu. Szczęka mi opadła, gdy dowiedziałam się, jak została rozwiązana sprawa Moriarty'ego. Aktualnie serial jest na etapie piątego sezonu i wątek z nim został zamieciony pod dywan, ale mam ogromną nadzieję, że pod tym względem twórcy ponownie nas zaskoczą.

sobota, 29 lipca 2017

"Serce ze szkła" - RECENZJA KSIĄŻKI


  Oryginalny tytuł: Full Tilt

Autor: Emma Scott

Seria: Full Tilt (Tom 1)

Wydawnictwo: Filia

Liczba stron: 448

Kacey Dawson zawsze żyła na krawędzi – podejmowała impulsywne, czasem lekkomyślne decyzje. W tej chwili, jako wiodąca gitarzystka dobrze zapowiadającego się zespołu, stoi na progu sławy i bogactwa. Jednak porażka na koncercie w Las Vegas grozi całkowitym zrujnowaniem kariery. Dziewczyna budzi się z gigantycznym kacem, nie pamiętając zdarzeń ubiegłej nocy ani tego, w jaki sposób skończyła na kanapie u swojego kierowcy…
Jonahowi Fletcherowi kończy się czas. Zdaje sobie sprawę, że jego sytuacja jest beznadziejna, więc przyrzeka sobie, by jak najlepiej wykorzystać pozostałe mu miesiące. Ma jeszcze w planach zobaczyć wystawę swojej instalacji ze szkła w prestiżowej galerii sztuki… Nie planował natomiast zakochać się w nieokrzesanej, nieprzewidywalnej rockmence, która usnęła po imprezie w jego domu.

"Niewystarczająca" - tym jednym słowem mogę opisać "Serce ze szkła". Książkę pochłania się wręcz błyskawicznie, a czytanie stanowi świetne połączenie zabawy ze wzruszeniami, jednak po skończeniu nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że czegoś mi zabrakło. Nawet nie zdążyłam się rozpłakać, bo wszystko zakończyło się zbyt szybko. Po przeczytaniu pierwszych rozdziałów byłam pewna, że to powieść na miarę mojego ukochanego "Promyczka". Niesamowicie zainteresował mnie pomysł pokazania głównej bohaterki, jako tej, która nie radzi sobie z problemami i próbuje uciec od nich w alkohol i seks z przypadkowymi mężczyznami. W większości młodzieżówek to chłopak jest tym zbuntowanym, a dziewczyna stara się mu pomóc. 
Ta zamiana miejsc genialnie sprawdzała się w "Sercu ze szkła", jednak potem autorka porzuciła ten pomysł i zaprzepaściła to, czym powieść mogła się wyróżnić. Wróciliśmy do typowego wątku romantycznego z chorobą w tle. Jestem w stanie przymknąć oko na schematy, bo w wielu innych książkach o podobnej tematyce nie są one problemem, jednak w tej zabrakło mi emocji. Kilka scen było naprawdę świetnie przemyślanych, ale zaginęły gdzieś pośród wielu stron opisów romantycznych scen między Jonahem i Kacey. Bohaterowie wzbudzają sympatię, więc czytanie o nich nie będzie męczące, ale po tym, jak nasłuchałam się zachwytów o twórczości Emmy Scott, spodziewałam się czegoś więcej. Miło spędziłam czas, ale ta historia w żaden sposób na mnie nie wpłynęła. Po angielsku wyszedł już drugi tom tej serii i nawet sobie nie wyobrażacie, jak bardzo na niego liczę! 
Mam nadzieję, że "Serce ze szkła" było tylko wprowadzeniem, a "All in" rozwinie wszystkie wątki, które mnie zaciekawiły w pierwszej części i sprawi, że będę wreszcie usatysfakcjonowana. Odniosłam wrażenie, że Emma Scott celowo zakończyła w ten sposób, żeby jeszcze nie odkrywać wszystkich kart i zostawić wystarczająco dużo pomysłów na kontynuacje. Już na pierwszej stronie dowiadujemy się, że "Ta książka opowiada przede wszystkim historię braci". Tutaj muszę się zgodzić, bo relacja między Jonahem, a Theo jest wyjątkowa. Wolałabym, żeby autorka skupiła się właśnie na niej, a nie tylko na wątku romantycznym. Bardzo liczę na to, że w kontynuacji dowiemy się jeszcze więcej na temat ich braterskiej relacji. Po cichu liczę również na większą dawkę Theo. Mimo, że nie nie pojawiał się aż tak często, podbił moje serce.

P.S. Z ciekawości przeczytałam kilka recenzji "Serca ze szkła" i nie znalazłam żadnej, w które autor nie byłby całkowicie zakochany w tej historii. Jeśli czytaliście i macie podobną opinię, jak ja, to niekoniecznie  odezwijcie się w komentarzu. 



Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.