sobota, 12 sierpnia 2017

Nie samym czytaniem żyje człowiek #2: Faking it, Once Upon a Time in Wonderland, New Girl


Amy Raudenfeld (Rita Volk) i Karma Ashcroft (Katie Stevens) są uczennicami liceum a zarazem najlepszymi przyjaciółkami. Pewnego dnia zostają okrzyknięte lesbijkami, przez co stają się najsławniejszymi dziewczynami w szkole. Ich pragnienie bycia popularnymi jest tak silne, że postanawiają udawać homoseksualistki. Sprawy się komplikują, gdy jedna z nich zakochuje się w koledze ze szkoły.


Jak wyobrażacie sobie typową amerykańską szkołę? Otóż ta przedstawiona w "Faking it" jest całkowitym zaprzeczeniem Waszych wyobrażeń. By stać się popularnym nie trzeba gnębić słabszych, należeć do drużyny sportowej, ani być cheerleaderką. W Haster liczy się oryginalność. Jednak nasze główne bohaterki - Amy i Karma - nie mając w sobie nic wyjątkowego – przyjaźnią się od dawna i są bardzo sympatyczne, ale nic ich nie wyróżnia. Jednak, gdy na jednej z imprez przypadkowo zostają wzięte na lesbijki, ich popularność gwałtownie wzrasta. Na początku miałam mieszane uczucia co do "Faking It", ponieważ udawanie lesbijek dla sławy, do mnie nie przemawiało. Po jakimś czasie jednak zauważyłam, że w tym serialu nie powinno się brać wszystkiego na serio. Bohaterowie i niektóre sytuacje są celowo przerysowane, żeby jeszcze lepiej podkreślić wartości, jakie stara się nam przekazać serial. "Faking it" całkiem nieźle radzi sobie z pokazywaniem relacji rodzinnych. Karma ma niesłychanie otwartych rodziców, którzy jednak nie do końca ją akceptują, ponieważ jest dla nich zbyt "normalna". Nawet nie wyobrażacie sobie ich radości na wieść, że ich córka jest lesbijką. Z kolei Amy jest zazdrosna o Lauren - córkę przyszłego męża jej mamy. Mimo, że na początku się nie znoszą, to z czasem zaczyna łączyć je nić sympatii. Bardzo miłym akcentem były również nawiązania do "Igrzysk śmierci", "Sherlocka", lub innych popularnych seriali i książek. Może to mało ważny szczegół, ale każdy fan popkultury zgodzi się ze mną, że jest to bardzo miły akcent. "Faking it" zostało skasowane po 3 sezonach, więc bałam się, że serial skończy się bez dobrego zakończenie. Jednak nie musicie się tym martwić, bo większość wątków została zamknięta. Jeśli macie ochotę na serial o niebanalnej fabułę z dużą ilością poczucia humoru, który przy okazji czegoś Was nauczy, powinniście dać szansę właśnie tej produkcji. Szczególnie, że odcinki trwają zaledwie dwadzieścia minut.

W czasach wiktoriańskiej Anglii młoda i piękna Alicja (Sophie Lowe) opowiada historię o niezwykłej krainie istniejącej po drugiej stronie króliczej nory. Niewidzialny kot, gąsienica paląca fajkę wodną oraz karty mówiące ludzkim głosem to zaledwie namiastka tego, co zobaczyła. Uznana przez lekarzy za szaloną, Alicja ma zostać poddana terapii, dzięki której zapomni o wszystkim. Jest gotowa zostawić za sobą wspomnienia, a szczególnie to o swoim ukochanym dżinie Cyrusie (Peter Gadiot), jednakże w głębi serca wie, że tamten świat naprawdę istnieje. W ostatniej chwili ratują ją sarkastyczny Walet Kier (Michael Socha) i nieodpowiedzialny Biały Królik (John Lithgow), wraz z którymi Alicja wskoczy do króliczej nory i przeniesie się do Krainy Czarów, w której nie ma rzeczy niemożliwych…


Uwielbiam "Once Upon A Time", więc mimo wielu negatywnych opinii postanowiłam dać szansę spin-offowi. Niestety, ja również mam do niego sporo zastrzeżeń. Początek jest interesujący, końcówka również niczego sobie, jednak między nimi znajduje się ogromna przepaść nudy i infantylności, przez którą ledwo przebrnęłam. OUATIW ma tylko trzynaście odcinków, a mimo to oglądanie zajęło mi prawie dwa tygodnie i robiłam to głównie dlatego, żeby w końcu go skończyć, bo ciekawość nie miała z tym nic wspólnego. W "Once Upon a Time" podoba mi się to, że serial przekazywał ważne wartości, ale jednocześnie nie był na siłę ckliwy i nie brakowało w nim humoru i mnóstwa akcji. Natomiast oglądając OUATIW podczas "zabawnym momentów" spoglądałam na ekran z politowaniem, a nie wybuchałam śmiechem. Dodatkowo we wszystkich scenach, w których powinnam współczuć bohaterce, byłam obojętna. Miałam już serdecznie dość Alicji biegającej po lesie i powtarzającej, jak bardzo kocha Cyrusa. Najgorsze jest to, że ani przez moment, nie wierzyłam w to uczucie. Już po pierwszym odcinku robiło mi się niedobrze, gdy słyszałam te wszystkie ckliwe teksty bohaterów. Zgaduję, że miały one wzruszać, ale cóż... nie wyszło. Strasznie mnie wkurzało, że bohaterowie raz walczyli jak ninja, a potem zachowywali się jak kompletne ofermy. Większość postaci głównie mnie irytowała i tak naprawdę polubiłam tylko Willa, chociaż niestety pod koniec i on zrobił się zbyt mdły, chociaż w jego miłość przynajmniej udało mi się uwierzyć. Efekty specjalne są na bardzo nierównym poziomie. Czasem są naprawdę dobre, a czasem wyglądają na robione w Paintcie. Akcja dzieje się przecież w Krainie Czarów, więc strona wizualna jest bardzo ważna. "Once Upon A Time In Wonderland" nie doczekało się drugiego sezonu i w sumie nie jestem zdziwiona. Na szczęście wszystkie wątki zostały dobrze zamknięte, bo bałam się, że serial urwie się w kulminacyjnym momencie. 



Jessica Day (Zooey Deschanel) jest dwudziestokilkuletnią atrakcyjną kobietę, która stara się pozbierać po zerwaniu z chłopakiem. W końcu udaje jej się znaleźć dla siebie nowe lokum, które zamieszkuje trzech przystojnych i wolnych facetów: barman Nick, profesjonalny i współczesny Casanova - Schmidt oraz były sportowiec, obecnie trener 'Coach'. Dopełnieniem paczki jest najlepsza przyjaciółka Jess - Cece. Wspólnie starają się pomóc Jessice w odnalezieniu prawdziwej miłości i sensu życia.


Jess, Nick, Schmidt, Winston, Coach i Cece - to grupa przyjaciół, których losy śledzimy w serialu. Momentami potrafili nieźle podnieść mi ciśnienie, jednak po obejrzeniu sześciu sezonów przestało mi to przeszkadzać. Powiem więcej - zaczęłam postrzegać ich, jako swoich przyjaciół, a nie tylko bohaterów serialu. Każdy z nich ma mnóstwo wad i denerwujących nawyków, ale dzięki temu jeszcze łatwiej się z nimi zżyć. W każdym odcinku bohaterowie zmierzają się ze swoimi słabościami, dojrzewając na naszych oczach. Tytułowa Jess to karykaturalna wersja stereotypowej nauczycielki z podstawówki. Jest do bólu optymistyczna, radosna i z ogromnym zapałem wtyka nos w nieswoje sprawy, oczywiście z nieustającej chęci niesienia wszystkim pomocy. Kontrastem dla wiecznie uśmiechniętej Jess jest Nick, który zachowuje się jak zmęczony życiem staruszek. Jednak nikt nie prześcignie Winstona w byciu ofiarą losu i życiową ciamajdą. Z kolei Schmidt to wcielenie wszystkich żydowskich stereotypów. Dodatkowo odnosi sukcesy w pracy, uważa się za boga seksu, a przy tym ma manie sprzątania i kontroluje życie współlokatorów.  Pozostaje jeszcze Cece - super modelka i najlepsza przyjaciółka Jess, która moim zdaniem jest "najnormalniejsza" z całego towarzystwa. "Jess i chłopaki" to typowy serial, przy którym nasz mózg może się wyłączyć. Przyznam, że na początku nie mogłam się w niego wciągnąć, bo wydawał mi się zbyt głupi i infantylny, ale z czasem przywiązałam się do bohaterów i z ciekawością śledziłam ich losy.  Zdaje sobie sprawę z tego, że nie wszystkich przekona taki rodzaj poczucia humoru, ale warto spróbować i obejrzeć chociaż kilka odcinków.



9 komentarzy

  1. Jestem tak zacofana w serialach :D. Jedyne co oglądam to Doktor House i The Walking Dead. A! Jeszcze Hannah Monntana.

    xx,
    http://pattzy-reads.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Hannah Montanna" to miłość mojego dzieciństwa! Żałuję, że nie mam młodszej siostry, bo wtedy miałam idealny pretekst do tego, żeby obejrzeć wszystkie odcinki jeszcze raz ;-)

      Usuń
  2. A ja nie obejrzę OATiW. Zupełnie, ale to zupełnie mnie nie ciągnie. Mimo miłości do ,,Alicji w Krainie Czarów" i samego OUAT. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Bredzisz! Faking it zakończyło się fatalnie! Skończyłam ten serial z rok temu albo nawet lepiej i do dziś to przeżywam! Jak to mogło się tak potoczyć? Me serce krwawi... XD
    No i ten, świetny post i w ogóle. To nie tak, że przeczytałam tylko fragment o faking it. Wcale nie!
    Loffki <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli jednak twierdzisz, że masz serce? I do tego potrafi krwawić? XD

      Usuń
  4. Z wymienionych oglądam tylko "New Girl". Bodajże po 3 sezonie zrobiłam sobie dłuższą przerwę, bo trochę się znudziłam, ale niedawno znowu do niego wróciłam. Serial trochę głupawy, ale od czasu do czasu na rozluźnienie w sam raz ;) Pozostałe dwa seriale raczej mnie nie interesują.
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. No tak dziękuję Ci, że będę musiała sprawdzić te seriale czy mi się spodobają. Szczególnie podoba mi się ten pierwszy i z chęcią obejrzałabym coś w tematyce szkolnej. Może mi coś polecisz?
    Buziaki :*
    Fantastic books

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie będę oryginalna, ale jeśli chodzi o tematykę szkolną to "Skam" u mnie króluje!

      Usuń
  6. Z tej trójki mimo wszystko najbardziej kręci mnie spin-off Once Upon a Time, chociaż kto wie, może sięgnę też po pozostałą dwójkę :)
    Pozdrawiam,
    http://podrozemiedzyksiazkowe.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.