sobota, 15 lipca 2017

Nie samym czytaniem żyje człowiek #1: Forever, Castle, Kości


Dr Henry Morgan jest nowojorskim koronerem sądowym. Szczególną motywację do zgłębiania tajemnicy śmierci czerpie z sekretu, który skrywa - mężczyznę od 200 lat trapi chęć uchwycenia przyczyny własnej nieśmiertelności. Niezwykły zmysł dedukcji oraz wiekowe doświadczenie stają się bezcennymi atrybutami przy rozwiązywaniu zagadek kryminalnych. Henry wraz z detektyw Jo Martinez wyjaśnia kolejne sprawy, odkrywając jednocześnie fragmenty swojej bujnej przeszłości. Między partnerami rodzi się przyjaźń, ale powiernikiem sekretu błyskotliwego doktora jest jedynie Abe.


Zawsze mam problem z tym, jak zacząć recenzje, żeby zachęcić Was do dalszego czytania. Może spróbuję powiedzieć krótko i na temat: obejrzałam serial. Naprawdę dobry serial. Czy był schematyczny i nieco przewidywalny? Jasne, że tak, ale czy w jakikolwiek sposób umniejsza to mój zachwyt? Nie! Nieśmiertelność była wałkowana wcześniej w wielu innych serialach, książkach i filmach, ale połączenie tego motywu z rozwiązywaniem zagadek kryminalnych to dla mnie nowość. Dwa stulecia doświadczenia sprawiają, że dr Morgan nie ma sobie równych w badaniu zwłok i dociekaniu przyczyn śmierci. Może to przywodzić na myśl nieomylnego Sherlocka z serialu BBC, jednak Henry'emu daleko do "wysoko funkcjonującego socjopaty". Główny bohater "Forever" to szarmancki dżentelmen o nienagannych manierach, który potrafi oczarować każdą kobietę, ale tak naprawdę wciąż tęskni za utraconą ukochaną. A fakt, że żyje od ponad dwustu lat sprawia, że jest tak staromodnie szlachetny i prostolinijny, że nie można go nie lubić. Moje serce topiło się jak masło na rozgrzanym toście, gdy oglądałam sceny z udziałem jego syna. To nic, że Abraham ma jakieś osiemdziesiąt lat, a jego niestarzejący się tatuś wygląda na mniej niż czterdzieści. Żeby było jeszcze ciekawiej naszemu uroczemu koronerowi towarzyszy piękna pani detektyw. Jo Martinez z początku jest nieco oschła i wycofana, jednak z odcinka na odcinek daje się coraz bardziej oczarować lekarzowi z brytyjskim akcentem. Widzieliśmy już to tysiące razy i wiemy, że zapewne pod koniec zostaną parą, jednak i tak z całych sił im kibicowałam i wkurzałam, gdy ktoś przerywał im w najbardziej emocjonującym momencie. Reszta postaci jest równie interesująca. Moje serce podbił Lucas Wahl (aktora polubiłam już w "Kościach") - współpracownik dr Morgana. Lucas jest typowym nerdem z tendencją do przesadnego okazywania uczyć, a to z kolei prowadzi do wielu zabawnych sytuacji. Trudno mi to wyjaśnić, ale mimo że główny bohater w każdym odcinku umiera kilka razy, a zwłoki codziennie lądują na jego stole, to na koniec i tak miałam wrażenie, że obejrzałam bardzo pokrzepiającą i ciepłą historię. Do tej pory było o samych zaletach, więc teraz przyszła pora na wady. A właściwie jedną, ale znaczącą - "Forever" został anulowany po jednym sezonie. Jednak jeśli chcecie go obejrzeć, to nie musicie się martwić, że twórcy zostawili nas z cliffhangerem. Co prawda serduszko mi pęka, gdy pomyślę sobie, że nie obejrzę kolejnych odcinków, ale zakończenie jakie dostaliśmy jest satysfakcjonujące i nam odpowiedzi na najważniejsze pytania. 


Niezwykle popularny autor powieści kryminalnych, Richard Castle (Nathan Fillion), nie przypadkiem jest przesłuchiwany w sprawie serii morderstw, które opisał wcześniej w swoich książkach. Rick zaciekawiony sprawą postanawia pomóc pani detektyw (Stana Katic) w rozwikłaniu tej misternej zagadki, jak i kolejnych, co wcale nie budzi jej zachwytu..


Swoją przygodę z serialem "Castle" zaczęłam już w 2012 r. Doskonale pamiętam, że pierwsze trzy sezony obejrzałam dwa, albo nawet trzy razy, ale nie mogłam znaleźć nowych odcinków, a później o tym zapomniałam. Już kilka miesięcy temu, gdy na dobre wkręciłam się w seriale, pomyślałam, że byłoby miło wrócić do mojej "pierwszej miłości". Jednak osiem sezonów po dwadzieścia kilka odcinków troszkę mnie zniechęciło. Gdy w końcu zdecydowałam, że zacznę oglądać pochłonęłam całość w niecały miesiąc, co jest dla mnie niebywałym osiągnięciem. "Castle" to nadal jeden z moich ukochanych seriali kryminalnych, mimo że wyraźniej dostrzegłam jego wady. Pierwsze cztery sezony są zdecydowanie najlepsze! Potem, niestety, poziom zaczyna spadać, niektóre odcinki są typowymi zapchajdziurami, a uważny widz zauważa coraz więcej głupotek i dziur w fabule. Możecie mi teraz zarzucić brak obiektywizmu, ale mimo wad i tak ubóstwiam ten serial! Kocham Kate, Castle'a, jego rodzinę i wszystkich pracowników dwunastego posterunku. Zżyłam się z nimi do tego stopnia, że gdyby twórcy zdecydowali się na wyprodukowanie kolejnych dziesięciu sezonów, to i tak bym je obejrzała i pokochała! Bohaterowie są świetnie wykreowani. Uwielbiam przekomarzania Kate i Ricka. Teksty Castle'a to mistrzostwo świata, ale Kate w niczym mu nie ustępuje. Nie jest nudna i mdła, jak niektóre bohaterki. Czasem potrafi tak się odgryźć, że nawet pisarz bestsellerów nie wie, co odpowiedzieć... Chyba nie było takiego odcinka, na którym nie wybuchnęłabym śmiechem. Zdarzało się również, że musiałam powstrzymywać łzy wzruszenia. Jak już wspominałam - nie jestem obiektywna - ale uważam, że jeśli szukacie lekkiego, zabawnego i interesującego serialu kryminalnego, to nie mogę Wam polecić nic lepszego, niż "Castle".


Antropolog doktor Temperence Brennan, pracująca w centrum badawczym Jeffersonian Instytution pomaga FBI przy śledztwach, w których standardowe umiejętności odczytywania tropów z kości zawodzą. Współpracuje ona z byłym wojskowym snajperem - Seeleyem Boothem, obecnie agentem wydziału zabójstw. Różnią się swymi poglądami i podejściem do życia, dlatego ich wspólna praca wcale nie przebiega bezkonfliktowo.


"Kości" to najdłuższy serial, jaki obejrzałam. Ma aż 12 sezonów, przez co miałam wrażenie, że pod koniec twórcom zaczynało brakować pomysłów. Odcinki były na nierównym poziomie: te z udziałem seryjnym zabójców, których historie śledziliśmy nieco dłużej, oglądałam z zapartym tchem, jednak większość śledztw rozgrywających się na przestrzeni  jednego odcinka nie wyróżniało się niczym specjalnym. Również mój stosunek do poszczególnym postaci często ulegał zmianie. W szczególności do dwójki głównych bohaterów. Booth to z jednej strony inteligentny agent FBI, a z drugiej sprawia wrażenie napakowanego idioty z ładną buźką. Irytowało mnie to, że co najmniej kilka razy w odcinku inni bohaterowie musieli mu, jak przedszkolakowi, tłumaczyć znaczenie różnych słów. Również jego partnerka momentami działała mi na nerwy. Brennan ma ogromną wiedzę, ale jej wymądrzanie się, szczególnie w pierwszych sezonach, było nie do zniesienia. Bardziej od głównych bohaterów polubiłam ich współpracowników w Instytucie. Oprócz Hodginsa, Cam i Angelii przez wszystkie odcinki przewinęło się wielu stażystów. Mimo, że ich charaktery były skrajnie różne, to wszyscy zdobyli moją sympatię. Co do samego finału to czuję lekki niedosyt. W przedostatnim odcinku wydarzyło się coś niezwykle dramatycznego, co pociągnęło za sobą poważne konsekwencje. Ale potem nagle twórcy się z tego wycofali i poszli po najmniejszej linii oporu. Miałam wrażenia jakby bali się opinii widzów, więc woleli zbytnio nie mieszać i wrócili do punktu wyjścia. Mimo kilku zastrzeżeń będę miło wspominać swoją przygodę z tym serialem. Same zagadki kryminalne nie wyróżniały się niczym specjalnym, ale dla samych relacji między bohaterami warto obejrzeć.



8 komentarzy

  1. Oglądałam kilka odcinków ''Kości'' w telewizji jakiś czas temu i bardzo mi się podobały. Nie wiem czemu nie kontynuowałam nigdy dalszego oglądania, ale już teraz wiem, że to nadrobię :)

    OdpowiedzUsuń
  2. "Kości"!! Uwielbiam ten serial. Swego czasu oglądałam dziennie po kilka odcinków :) wolę wcześniejsze sezony. Pozdrawiam, http://ksiazkowa-przystan.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Podobno gdy moja mama była ze mną w ciąży to oglądała same seriale kryminalne, co przełożyło się na to, że teraz ja je uwielbiam :D Castle oglądałam prawie wszystkie odcinki, tak samo jak Kości. O Forever nie słyszałam, jednak ten motyw nieśmiertelności, tak jak Tobie, wydaje mi się wyjątkowo nietypowy. Chyba czas poznać dr Morgan ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale urocza historia ;-) Mam nadzieję, że "Forever" ci się spodoba!

      Usuń
  4. "Kości" kiedyś oglądałam, chyba do 6 sezonu. Później jakoś o serialu zapomniałam, nie miałam czasu i do tej pory nie nadrobiłam i już raczej tego nie zrobię - za dużo odcinków. Dlatego tez raczej nie sięgnę już po "Castel", choć kiedyś mnie kusiło ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedyś oglądałam Kości w telewizji. Nie wiem, który to był sezon, ale serial mi się podobał i oglądałam na bieżąco kilka odcinków. Może powinnam zacząć od pierwszego sezonu :D Zainteresował mnie też pierwsze serial, więc może kiedyś się też skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kości i Castle oglądałam nieregularnie i okazyjnie. Za to "Forever" szalenie mi się podobał, ciężko mi pogodzić się z przerwaniem serialu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedyś próbowałam oglądać Castle, ale bardzo szybko mi się znudziło. :/

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.