środa, 15 marca 2017

"Sama się prosiła" - RECENZJA KSIĄŻKI


Oryginalny tytuł: Asking For It

Autor: Louise O'Neill

Wydawnictwo: Feeria

Liczba stron: 344

 Pewnego dnia, po imprezie, Emma O’Donovan budzi się na progu swojego domu, a właściwie znajdują ją tam rodzice. Dziewczyna krwawi, jest brudna i zdezorientowana. Pamięta, że była z przyjaciółkami na imprezie, ale nie ma pojęcia, co się właściwie wydarzyło. Wie tylko tyle, że nikt nie odpowiada na jej esemesy. Do tej pory wszyscy chcieli być blisko niej, teraz w szkole odwracają się od niej i szepczą za jej plecami. Nic nie pamięta z imprezy, ale ktoś wstawił na Facebooka jej zdjęcia. Zdjęcia, których nigdy nie zapomni.

Emma jest typem bohaterki, który wzbudza we mnie czystą pogardę. To pusta i zapatrzona w siebie dziewczynka, uważająca się za lepszą od innych. Jej "koleżanki" powinny być zaszczycone tym, że się z nią przyjaźnią. Co z tego, że Emma flirtuje z ich chłopakami? Przecież to EMMA O'DONOVAN, więc nie możemy się dziwić, że wszystkim się podoba, a nic nie napędza jej tak, jak zazdrosne spojrzenia innych dziewczyn. Emma uważa się za najpiękniejszą, przez co niejednokrotnie wyśmiewa inne koleżanki. Dziewczyna jest totalną egoistką i nie widzi nic poza czubkiem własnego nosa. Podczas jednej z imprez chce pokazać wszystkim, że nie jest grzeczna i nudna. Rano budzi się zakrwawiona, półnaga i nie pamięta, tego co wydarzyło się na imprezie. Sądzi, że po prostu za bardzo zabalowała, ale następnego dnia w szkole wszyscy ją ignorują i wyśmiewają. Emma zaczyna rozumieć, co się wydarzyło, dopiero po obejrzeniu filmików i zdjęć z sobą w roli głównej. Warsztat pisarki Louise O'Neil nie powala. Na początku poznajmy mnóstwo różnych bohaterów, w których można się pogubić, a potem przez większość książki akcja skupia się na myślach Emmy, która praktycznie nie wychodzi z domu.  
Przyznam, że w niektórych momentach nie mogłam zrozumieć jej zachowania, ale myślę, że na to wszystko przymknęłabym oko, jednak zakończenie sprawiło, że nie mogę opanować swoich emocji. Niestety, są one negatywne. Uprzedzam, że to może być spoiler, ale muszę Was ostrzec. Wiecie jaki morał wypływa z tej książki? Trzeba siedzieć cicho i udawać, że nic się nie stało. Przecież chłopcy z dobrych domów nie robią złych rzeczy, a jeśli ktoś ich o to posądzi, to pewnie tylko dlatego, żeby zniszczyć im życie. Uważam, że książka ma bardzo zły przekaz, co prawda autorka w Posłowiu tłumaczy dlaczego postąpiła tak, a nie inaczej, ale kilka zdań nie wystarczy, by załagodzić cały niesmak i oburzenie, jakie poczułam po skończeniu książki. A po drugie wiele osób pomija posłowie i podziękowania.  Przez całą książkę nie potrafiłam współczuć Emmie. Główna bohaterka aniołem nie była i czasami faktycznie sama się o to prosiła, jednak to nie wpływa na to, że winni powinni ponieść karę. Dziewczyna od samego początku była bardzo irytująca, ale ona to jeszcze nic w porównaniu z jej rodzicami. Nawet nie zamierzam opisywać ich zachowania, bo nie chcę używać wulgaryzmów, a innymi słowami nie jestem w stanie wyrazić tego, co myślę na ich temat. Jedyną postacią, którą polubiłam był brat Emmy. Mam wrażenie, że w tej książce tylko on myślał racjonalnie. Relację rodzinne stanowią najciekawszy aspekt tej historii, jednak również i ten wątek pozostał bez zakończenia. "Sama się prosiła" to książka z wielkim potencjałem, jednak nie postał on wykorzystany - bohaterowie są płytcy, a wątki pourywane.
Moim zdaniem nie jest to książka o tym, jak poradzić sobie, gdy spotka nas tak niewyobrażalna krzywda, jaką jest gwałt. Jak już pisałam nie podoba mi się końcowy wydźwięk i jeśli mamy wynieść z niej jakiś morał, to na pewno nie taki, że "nie możemy dramatyzować i rujnować innym życia, za to powinnyśmy przejść do normalnego trybu życia i najlepiej nikomu o niczym nie mówić". Zachowanie Emmy pokazuje, że nie powinnyśmy starać się na siłę przypodobać innym. Upijanie do nieprzytomności, branie narkotyków i podrywanie cudzych chłopaków nie sprawi, że poczujemy się bardziej wartościowe. Jeszcze raz podkreślę: zachowanie tej grupki chłopaków (a właściwie wszystkich uczestników imprezy, którzy patrzyli z rozbawieniem na to co działo się z Emmą) było karygodne i nic nie jest w stanie ich usprawiedliwić, ale gdyby Emma chociaż przez chwilę pomyślała, mogłaby uniknąć tego koszmaru. Emma się o to nie prosiła. Żadna kobieta nie prosi się o gwałt! Ale nasz świat wygląda jak wygląda, więc jeśli chcemy, żeby ktoś nas szanował, musimy najpierw same to robić.


10 komentarzy

  1. Już sam tytuł jest wymowny, a że nie czytałam jeszcze książki młodzieżowej, w której temat gwałtu byłby traktowany po macoszemu to ochoczo zaczęłam czytać twoją recenzję... Jednak im dalej w las tym gorzej - z książką oczywiście. Zachowanie bohaterki może jeszcze na początku bym zniosła. Również nie podoba mi się końcowy wydźwięk, o którym mówisz. To wręcz książka poniekąd szkodliwa. O wiele bardziej w tym temacie poleciłabym ,,Co mnie zmieniło na zawsze?''. Pozdrawiam, Wielopasja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam "Co mnie zmieniło na zawsze" i również uważam, że jest o wiele lepsza.

      Usuń
  2. Nie zamierzam czytać tej książki. Wcześniej nie miałam z nią konkretnychyba planów, ale Twoja recenzja zdecydowanie mnie przekonała.

    Pozdrawiam,
    www.lekturia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Cóż, czyli już wiem, że nie warto na nią polować w bibliotece. Dzięki za ostrzeżenie!

    OdpowiedzUsuń
  4. W życiu nie tknę tej książki nawet trzymetrowym badylem. Nie to żebym wcześniej jakoś specjalnie miała na to ochotę, ale teraz już w życiu jej do łapy nie wezmę. A ten morał... Serio?! Przecież to jest wręcz szkodliwe...
    Z czystej ciekawości: Jak to autorka tłumaczyła w tym posłowiu?

    Pozdrawiam cieplutko :*
    Kasia z bloga KsiążkoholizmPostępujący

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Niektórzy czytelnicy Sama się prosiła byli zawiedzeni, że Emma ostatecznie się poddała. Chcieli zobaczyć, jak walczy, jak domaga się sprawiedliwości za to, co ją spotkało. Ja również pragnęłam takiego zakończenia, ale miałam wrażenie, że nie byłoby ono szczere. (...) Wszystkie kobiety i dziewczyny, które podzieliły się ze mną swoimi opowieściami, łączyła jedna rzecz: wstyd. „Byłam pijana… Przyprowadziłam go do domu… Zasnęłam na imprezie… Zamarłam i nie powiedziałam mu, żeby przestał…”. Moja wina. Moja wina. Moja wina. Kiedy pytałam je, czy zgłosiły to na policję, tylko jedna na dwadzieścia odpowiadała, że tak. Pozostałe patrzyły na mnie i mówiły: „Nie. Jak mogłabym to udowodnić? Kto by mi uwierzył?”. Musimy rozmawiać o gwałcie. (...)Musimy rozmawiać tak długo, aż wszystkie Emmy tego świata poczują się wspierane i zrozumiane. Aż poczują, że im wierzymy.”
      ~ Louise O’Neill

      Usuń
  5. Czytałam już opinie o tej książce na innych blogach i jakoś mnie do niej nie ciągnie.
    Pozdrawiam
    zapoczytalna.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Mi się opis kiedyś spodobał, więc z chęcią zamówiłam, gdy się w końcu książka pojawiła. Od razu też nie zaczęłam jej czytać i widząc wiele takich różnych, trochę negatywnych opinii jakoś na razie nie mam na nią ochoty. :/

    OdpowiedzUsuń
  7. To prawda - potencjał był, ale niestety nie wykorzystany w taki sposób jak trzeba. Główna bohaterka jest tak irytującą postacią, że nie wytrzymałabym ani sekundy w jej towarzystwie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zakończenie faktycznie rozczarowuje, ale książka mocno zapadła mi w pamięć. Owszem, morał z niej kiepski, może nie do końca zostało to przemyślane, ale wolę takie młodzieżówki od tych skupiających się na romansach nastolatków.

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.