środa, 1 lutego 2017

"Zima koloru turkusu" - RECENZJA KSIĄŻKI


Oryginalny tytuł: Türkisgrüner Winter

 Autor: Carina Bartsch

 Seria: Lato koloru wiśni (Tom 2)

Wydawnictwo: Media Rodzina
  
Liczba stron: 456

 Emely jest kompletnie zdezorientowana. Dlaczego Elyas, mężczyzna o turkusowych oczach, zniknął właśnie wtedy, gdy zdecydowała się mu zaufać? Na szczęście wciąż może liczyć na swojego tajemniczego, internetowego wielbiciela... Ale czy w końcu dojdzie do ich spotkania?

Carina Bartsch zauroczyła mnie już w pierwszej części, ale dopiero teraz całkowicie zakochałam się w jej twórczości. "Lato koloru wiśni" to lekka i przyjemna historia miłosna, którą wyróżnia nieprzeciętne poczucie humoru. W drugiej części również go nie zabranie, ale "Zima koloru turkusu" ma zupełnie innych charakter. Autorka już wielokrotnie udowodniła, że potrafi nas rozśmieszyć do łez, a teraz pokazuje, że z taką samą siłą wzrusza. Od pierwszej strony czytałam ze ściśniętym sercem. Jak już pisałam we wcześniejszej recenzji zachowanie Emely w końcówce pierwszej części niesamowicie mnie zirytowało i również w tym tomie tak było, ale tylko przez pierwszych kilkanaście stron. Nawet nie pamiętam dokładnie kiedy, ale Emely mnie do siebie przekonała. Co prawda już w "Lecie..." widzieliśmy jej strach i problemy z zaufaniem, jednak wtedy wydawało mi się to jakieś dziecinne i sztuczne.
Dopiero po pamiętnej imprezie Halloweenowej ją zrozumiałam i nie mogłam potępiać. Jeśli miałabym ocenić tylko ten jeden wieczór dałabym tej książce 11/10, ponieważ pijana Emely to najlepsza Emely. Jeszcze nigdy aż tak się nie śmiałam przy książce, jednak z drugiej strony to właśnie ten moment okazał się przełomowy. Jeśli chodzi o Elyasa to nie będę się rozwodzić (chociaż mogłabym pisać o nim godzinami), powiem tylko, że uwielbiam go jeszcze bardziej! W pierwszym tomie poznaliśmy go jako sarkastycznego i pewnego siebie podrywacza, teraz mamy okazję odkryć jego prawdziwe oblicze. Na kartach powieści przeszedł ogromną zmianę, czym jeszcze bardziej trafił moje serce. Po prostu nie mogłam patrzeć, jak cierpi. A niestety to już nie jest tak lekka i przyjemna historia, przy której śmiejemy się razem z bohaterami. Jeśli już - to raczej z nimi płaczemy.
W "Zimie koloru turkusu" przeważa ból i strach. Wielokrotnie miałam łzy w oczach i jednocześnie chciałam krzyczeć ze wściekłości, gdy wyjaśniały się konflikty między bohaterami. W książkach najbardziej łamią mi serce niedomówienia - ktoś czegoś nie usłyszał, albo źle zinterpretował, a to niesie ze sobą lawinę bolesnych zdarzeń. Ostatnich kilka rozdziałów to perfekcyjne zakończenie historii Elyasa i Emely. Mogłoby się wydawać, że wiemy już wszystko, jednak potem się okazuję, że nie wiemy nic...
Jeśli pierwszy tom wydawał Wam się przesłodzony to zapewniam, że w "Zimie koloru turkusu" się zakochacie! To wspaniała mieszanka słodyczy i smutku. Jestem pewna, że zafunduje Wam przynajmniej jedną nieprzespaną noc. To chyba jedna z najbardziej poruszających historii miłosnych o jakich czytałam. Do tej pory mam w głowie pytanie: "Co by było gdyby, kilka lat temu Elyas i Emely podjęli inne decyzje?"


1 komentarz

  1. Ja tez sie zastanawiam. Caly czas mialam w sobie to poczucie ze gdyby wszystko potoczylo sie w przeszlosci ciut inaczej to mogliby od lat byc szczesliwi. Dobrze ze w koncu doszli do porozumienia ale mimo wszystko... to od zawsze mogloby wygladac inaczej

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.