piątek, 27 stycznia 2017

"Lato koloru wiśni" - RECENZJA KSIĄŻKI


Oryginalny tytuł: Kirschroter Sommer

 Autor: Carina Bartsch

 Seria: Lato koloru wiśni (Tom 1)

Wydawnictwo: Media Rodzina
  
Liczba stron: 496

Emely, obdarzona odrobinę sarkastycznym poczuciem humoru studentka literaturoznawstwa, szczerze cieszy się z przeprowadzki jej najlepszej przyjaciółki do Berlina. Nie wie jeszcze, że szalona Alex zamierza zamieszkać w mieszkaniu swojego brata, przystojnego, szmaragdowookiego bruneta, z którym Emely łączą niemile wspomnienia. Na szczęście wkrótce dziewczyna otrzyma romantyczny mail od tajemniczego wielbiciela...

Już bardzo dawno temu pierwszy raz usłyszałam o tej książce, ale wtedy niespecjalnie mnie zainteresowała. Jednak potem obejrzałam bardzo zachęcającą recenzję i już wiedziałam, że będę musiała to przeczytać. Co prawda zajęło mi to kilka miesięcy, ponieważ czekałam na moment, gdy będę miała dużo wolnego czasu, bo wiedziałam, że ta powieść mnie wiągnie. I oczywiście tak było, bo pochłonęłam ją w dwa dni. Jest to całkiem pokaźnych rozmiarów cegiełka, a zupełnie nie odczuwałam czasu, jaki przy niej spędziłam. Wieczorem zaczęłam czytać, a 5 minut później (a przynajmniej tak mi się wydawało) byłam już w połowie, więc uprzedzam, że zanim zaczniecie czytać znajdzie sobie jakieś ustronne miejsce i zabarykaduje się tam na kilka godzin. Również nie polecam czytać przy ludziach chyba, że nie będę Wam przeszkadzać ich dziwne spojrzenia, gdy będziecie wybuchać śmiechem, bo przy czytaniu "Lata koloru wiśni" to jest raczej pewne. Może pomysł na fabułę nie grzeszy oryginalnością, ale tym co wyróżnia książkę Carina Bartsch jest właśnie poczucie humoru. Od pierwszej strony zakochałam się w sarkastycznej narracji Emely. I swoją drona początku naprawdę polubiłam tą bohaterkę. Podobało mi się, że nie rzuciła się na Elyasa po pierwszym miłym słówku.  
Mimo, że Emely darzy go wyraźną niechęcią to ja zakochałam się od pierwszej strony. Z ręką na sercu, mogę przysiąc, że nigdy wcześniej nie spotkałam się z tak uroczym bohaterem! Już nawet nie wspominając o jego zabójczym poczuciu humoru. Podziwiam go również za niebywałą determinację. Emely była twarda jak głaz, a mimo to Elyas się nie zrażał. Przez to byłam jeszcze bardziej ciekawa, czym zasłużył sobie na taką nienawiść. Jednak wyjaśnienie nie było specjalnie odkrywcze, ponieważ szybko sama się go domyśliłam. I mniej więcej w tym momencie zaczęły się moje problemy z Emely. Wcześniej kibicowałam Elyasowi w zdobywaniu jej serca, jednak wiedziałam, że lepiej będzie, jeśli sprawy nie potoczą się zbyt szybko. Aż doszliśmy do momentu, w którym pewne sprawy się wyjaśniły i sądziłam, że niechęć Emily osłabnie. Jednak tak się nie stało. Wytłumaczyłam to sobie tym, że bohaterka potrzebuję czasu. Okay, ale w końcu doszliśmy do momentu, gdy jej zachowanie było po prostu dziecinne. Elyas stawał dla niej na głowie, a ona go olewała... Dlaczego? Mam wrażenie, że sama tego nie wiedziała. Nawet nie mam słów, żeby opisać to co zrobiła w końcówce. Dosłownie miałam ochotę ją rozszarpać!
Ale zostawmy już ją w spokoju i przejdźmy do przyjemniejszych aspektów... Luca - autor przeuroczych maili, które dostawał Emely. Jego prawdziwej tożsamości możemy domyślić się od razu, tym bardziej, że autorka daje nam wiele wskazówek, ale ma wrażenie, że właśnie o to jej chodziło. Nie mieliśmy się głowić nad tym kim jest Luca, bo najciekawiej jest wtedy, gdy my znamy prawdę i obserwujmy ruchy nieświadomej niczego Emely. Nie mam zarzutów do bohaterów drugoplanowych i mam nadzieję, że w drugim tomie ich wątki zostaną nieco bardziej rozwinięte. "Lato koloru i wiśni" na pierwszy rzut oka może wydawać się przeciętną młodzieżówką, jednak ta historia ma to coś, co sprawia, że po prostu się w niej zakochujemy. Pióro Cariny Bartsch sprawia, że nawet te nieco nudniejsze fragmenty czytamy z wielkim zainteresowaniem. Nie zniechęcajcie się banalnym opisem, bo humor (i Elyas) wynagrodzi Wam wszystkie mankamenty. Nie wiem, co jeszcze mogę napisać... Po prostu przeczytajcie i zakochajcie się sami.

 

Recenzję dedykuję Angie Rose z kanału Jeszcze Jeden Rozdział, która zmusiła zachęciła mnie do przeczytania tej książki i...MA DZIŚ IMIENINY!

❤️WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO❤️

 

4 komentarze

  1. Chociaż "Lato koloru wiśni" jest takim właśnie romansidełm, nic wielkiego. to uwielbiam je za humor, za wspaniałych głównych bohaterów i za to, że tak bardzo wciąga!

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię takie książki, tyle pozytywnych opinii już czytałam, teraz Twoja, że muszę po nią sięgnąć. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tytuł książki jakoś mnie nigdy nie ciekawil tak samo jak opis jednak po twojej recenzji muszę się ponownie zastanowić nad siegnieciem po tę książkę. Lubię książki w których jest humor a ciężko takie znaleźć;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem najbardziej opozniona ever. Wiem. Minelo tyle czasu ale... na swoje usprawiedliwienie moge powiedziec jedynie tyle, ze ja naprawdr go nie mialam. Wcale nie odczulam ze minal juz tydzien. Najwyzej 2 dni!
    Ale wrocmy do recenzji... nie sadzilam, za tak polubisz Luce, zwlaszcza ze byl wyjatkowo... slodki. Dla mnie moze nawet za bardzo. A jezeli chodzi o Emely... masz racje, zachowywala sie dziecinnie, ale zwazywszy na to ze trzymala swoj uraz do Elyasa przez tyle lat... latwo mi zrozimiec dlaczego tak ciezko od razu jej sie ogarnac. Dobra lece czytac nastepna recenzje :*
    I dziekuje za zyczenia i recenzje :*

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.