wtorek, 4 października 2016

"Wiesz, koniec żałoby nie oznacza, że miałabyś kochać go w jakikolwiek sposób mniej. "-RECENZJA KSIĄŻKI- "Kiedy odszedłeś"



        Oryginalny tytuł: After You

        Autor: Jojo Moyes

        Wydawnictwo: Między słowami

        Seria: Zanim się pojawiłeś

        Liczba stron: 496



 Nie myśl o mnie za często…
Po prostu żyj dobrze.
Po prostu żyj.
Will

Tyle że Lou nie ma pojęcia, jak to zrobić. I trudno jej się dziwić.
A jednak Kiedy odszedłeś to nie tylko historia o podnoszeniu się po utraconej miłości, lecz także inspirująca opowieść o nowych początkach. Pamiętając o obietnicy złożonej ukochanemu, Lou stara się znajdować nowe powody, dla których warto czekać na każdy kolejny dzień.


Z jednej strony nie mogłam doczekać się tej premiery, a z drugiej nie wierzyłam, że kontynuacja spodoba mi się tak samo jak pierwsza część. Nie byłam w stanie sobie wyobrazić, że zakocham się w powieści, w której nie ma Willa... Jednak mimo wszystko, dałam szansę "Kiedy odszedłeś", bo to miała być opowieść o tym jak Lou leczy swoje złamane serce i miałam nadzieję, że poskłada również moje. "Zanim się pojawiłeś" to z pozoru bajkowa opowieść, która nawet mimo braku "I żyli długo i szczęśliwi" wydaje się magiczna. Natomiast "Kiedy odszedłeś" sprowadza czytelnika na ziemię.Lou, po śmierci Willa, stara się żyć "Tak jak on by tego chciał". Podróżuje, stara się żyć pełnią życia, ale czuję się tak jakby na moment pożyczyła życie kogoś innego. Wtedy postanawia wykorzystać pieniądze, pozostawione przez Willa i kupuje mieszkanie w Londynie. Wszystko się zmienia, kiedy przypadkowo spada z dachu swojego bloku. Jednak wszyscy uważają to za próbę samobójczą, więc tata Lou namawia ją na udział w spotkaniach grupy wsparcia. Jak pewnie się domyślacie w życiu Louisy pojawia się mężczyzna. Muszę przyznać, że Jojo Moyes ma niebywały talent do kreowana męskich bohaterów. Na początku bardzo się bałam, że nowy wątek romantyczny mnie nie przekona. Często bywa tak, że po śmierci jakiegoś bohatera najchętniej skazałabym jego drugą połówkę na wieczną samotność. Wiem, że to strasznie egoistyczne podejście, ale do tej pory mało który związek bohaterki z nowych facetem mnie przekonał. Zrozumiałam, że nie mogę karać Lou za to, że stara się żyć dalej. A to, że układa sobie życie nie sprawi, że przestanie kochać Willa. Jednak w kilku momentach miałam wrażenie jakby sama autorka umniejszała uczucie Willa i Lou. Bardzo nie podobało mi się stwierdzenie, że mężczyzna nie kochał jej na tyle mocno, żeby z nią zostać i porównywanie jego "wyboru" do sytuacji z nowym chłopakiem Lou (kto czytał, ten wiem o czym mówię).
Czuję się rozdarta, bo z jednej strony Jojo Moyes udało się nieco uleczyć moje złamane serce, ale z drugiej nie mogę pochodzić się z kolejnym "Co by było gdyby?". Na początku autorka zrzuca na nas prawdziwą bombę. Dawno nic tak niesamowicie mnie nie zaskoczyło. Mówiąc szerze nadal nie mogę tego zrozumieć. Niewątpliwie zmieni to Was sposób patrzenia na obie części. Podobało mi się, jak autorka poprowadziła ten wątek, ale jak dla mnie to rozdrapywanie starych ran. Teraz już zawsze będę mieć z tyłu głowy pytanie: "Co gdyby Will wiedział wcześniej?". Mogłoby się wydawać, że skoro Will nie żyje, to jego tutaj nie będzie - ale jest wręcz przeciwnie. Na każdej stronie da się wyczuć jego obecność. Miałam wrażenie jakby cały czas czuwał nad Lou i kierował jej życie w odpowiednim kierunku. Szanuję upartość Lou, chociaż w niektórych sytuacjach była po prostu nieznośna. Często miałam ochotę potrząsnąć nią i krzyknąć, żeby się ogarnęła i w końcu zajęła się własnym życie. Lou zachowywała się tak jakby nie chciała być szczęśliwa, a każdą próbę wyjścia z żałoby traktowało jak zdradę wobec Willa. Tak jak "Zanim się pojawiłeś" rozłożyła mnie na łopatki, tak w tym przypadku byłam odrobinę zawiedziona, bo sama historia wydawała jakby stworzona była trochę na siłę. Nie było to rażące, nie przeszkadzało w czerpaniu przyjemności z lektury – nie chodzi mi o to, żeby powiedzieć Wam, że to zła książka – ale jednak wolałabym chyba, żeby "Kiedy odszedłeś" nie powstała. Chciałabym, żeby życie Lou potoczyło się inaczej, żeby niektóre sytuacje nie miały miejsca, a dopóki ta książka nie powstała, byłoby po mojemu – teraz się niestety zmieniło i jest kompletnie nie po mojej myśli.


5 komentarzy

  1. Zacznę od tego, że ten tytuł to chyba największy spoiler na jaki się do tej pory natknęłam. o.O
    Ale pomijając - kocham historię Willa i Lou <3 Jest to jedna z moich ulubionych książek i coś wspaniałego. Trochę się boję zabierać za kontynuację, bo w sumie zakończenie ZSP było okej i na tym cała ta historia mogłaby się skończyć, więc trochę się obawiam, że popsuję sobie zdanie o tej wspaniałej książce po drugim tomie. Jednak Lou to postać tak kochana, że chyba dam jej szansę i zobaczę jak potoczą się jej losy w "Kiedy odszedłeś".
    Pozdrowionka! :)
    http://recenzjeklaudii.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czytałam jeszcze Zanim się pojawiłeś, ale oglądałam film, który wywarł na mnie wieeeelkie wrażenie. Mam zamiar przeczytać kiedyś pierwowzór, by móc poznać dalszą historię Lou. Podobnie jak ty, zazwyczaj jestem negatywnie nastawiona do związków, w których jest druga połówka zmarłego bohatera, jednak kto wie... Może Jojo Moyes uda się to zmienić i pokocham nowego chłopaka Lou :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że uda Ci się przeczytać :-)

      Usuń
  3. A wiesz, co boli najbardziej? SPOILER W TYTULE TAK MOCNO. ;-;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, kto wpadł na taki genialny pomysł z tym tytułem :-(

      Usuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.