wtorek, 27 września 2016

"Potrzebujemy nadziei, bo ona daje nam siłę, by trwać." -RECENZJA KSIĄŻKI- "Dwór cierni i róż"



        Oryginalny tytuł: A Court of Thorns and Roses

         Autor: Sarah J. Maas

         Wydawnictwo: Uroboros

         Seria: A Court of Thorns and Roses

         Liczba stron: 524



Dziewiętnastoletnia Feyre jest łowczynią – musi polować, by wykarmić i utrzymać rodzinę. Podczas srogiej zimy zapuszcza się w poszukiwaniu zwierzyny coraz dalej, w pobliże muru, który oddziela ludzkie ziemie od Prythian – krainy zamieszkanej przez czarodziejskie istoty. To rasa obdarzonych magią i śmiertelnie niebezpiecznych stworzeń, która przed wiekami panowała nad światem.Kiedy podczas polowania Feyre zabija ogromnego wilka, nie wie, że tak naprawdę strzela do faerie. Wkrótce w drzwiach jej chaty staje pochodzący z Wysokiego Rodu Tamlin, w postaci złowrogiej bestii, żądając zadośćuczynienia za ten czyn. Feyre musi wybrać – albo zginie w nierównej walce, albo uda się razem z Tamlinem do Prythian i spędzi tam resztę swoich dni.

Po przeczytaniu ostatniego zdania "Dworu cierni i cóż" w głowie miałam tylko jedną myśl: "To. Było. Genialne!". Chociaż nie powinno mnie to aż tak bardzo dziwić, w końcu ta Sarah J. Maas, a to nazwisko mówi samo za siebie. Jednak moja miłość do "Szklanego tronu" nie była od pierwszej strony. Pierwszy tom bardzo mi się podobał, ale dopiero "Korona w mroku" sprawiła, że pokochałam opowieść o Celaenie Sardothien. Z "Dworem..." było inaczej. Ta historia pochłonęła mnie od samego początku. Powoli uzależniałam się od tej powieści, by w po połowie dać się jej całkowicie pochłonąć. "Dwór cierni i róż" wydał mi się łatwiejszy w odbiorze, niż "Szklany tron", przy którym czasem się trochę gubiłam i musiałam wracać do niektórych momentów. Opisy nie są nazbyt rozległe, ale pozwalają czytelnikowi perfekcyjnie wyobrazić sobie świat stworzony przez autorkę. Mimo, że historia została stworzona na podstawie jednej z najpopularniejszych baśni pozostaje oryginalna i na każdej stronie zaskakuje czytelnika. Książka ma niezwykły klimat. Czuć magię, miłość, mrok i strach. Główna bohaterka przypadła mi do gustu, co zdarza się bardzo rzadko. Jest silna, potrafi zatroszczyć się o siebie, jak i bliskie jej osoby. Dla ludzi, których kocha jest w stanie zrobić wszystko, czasem jednak ponoszą ją emocje, ale nie mogę jej za to krytykować. Powiem więcej- jest to jej zaleta, bo dzięki temu wydaje się jeszcze bardziej realną postacią.
A co do naszej bestii to... zakochałam się po uszy! Tamlin sprawia wrażenie tajemniczego i wycofanego, ale to tylko pierwsze wrażenie. Bardzo łatwo można ulec jego urokowi. Dawno nie spotkałam się z bohaterem, który jednocześnie jest seksownie-niebezpieczny i słodki jak mały kotek. Zawsze miałam słabość do nadprzyrodzonych istot, więc nic dziwnego, że nie tylko Tamlin mnie oczarował... Rhysand to kolejna postać, która skradła moje serce. Przystojny, arogancki i przebiegły, ale również urzekający i na swój sposób opiekuńczy. Jestem rozdarta, bo przecież kocham, ubóstwiam, wielbię Tamlina, ale Rhysand ma coś w sobie, że ja po prostu nie mogę go nie kochać lubić... Po zakończeniu jakie serwuje nam autorka wiem, że w kolejnej części nie zabraknie momentów, które znowu złamią i serce i wywołają łzy. Mam pewne przypuszczenia, co może się wydarzyć, ale wolałabym nie mieć racji. Chociaż szanse są niewielkie, bo nazwisko Sarah J. Maas oznacza genialne książki i... złamane serca. Mimo całej brutalności, strachu i niepewności, na końcu pojawiła się namiastka spokoju. I to mnie właśnie przeraża najbardziej. Sarah J. Mass ma skłonność to usypiana czujności czytelnika, tylko po to by potem wywrócić wszystko do góry nogami... 

6 komentarzy

  1. Ostatnio jakoś nie mam ochoty na magiczne klimaty, ale twoja recenzja narobiła mi smaka na książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam w świecie zakochany w Tamlinie. :D Ja również kocham tę książkę. Ja oczywiście chciałam ją przeczytać z powodu, że ,,Piękna i Bestia" to bajka mojego dzieciństwa, a ta książka jest do tego podobna i byłam jej bardzo ciekawa. No i oczywiście chciałam mieć na półce tak piękną okładkę. *-*
    Sama historia również mnie nieźle wciągnęła, a na końcówce jak ona się męczyła na tych zadaniach, to aż ciśnienie mi skoczyło. Czekam z niecierpliwością na 2 tom.
    Pozdrawiam ♥Lost in books

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że jak najszybciej zostanie wydany po polsku, bo umieram z ciekawości co będzie dalej!

      Usuń
  3. Miałam podobnie z Tamlinem i Rhysandem, dalej nie zdecydowałam, którego bardziej lubię.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Powiem szczerze, że mnie „Dwór cierni i róż” nie zachwycił tak bardzo jak Ciebie, nawet mimo mojej przeogromnej miłości do „Pięknej i Bestii”. Po prostu coś mi w tej powieści nie zagrało do końca. Główna bohaterka była dla mnie ogromnym rozczarowaniem. Dla mnie była zupełnie anty-charyzmatyczną miągwą z niedoborem szarych komórek. Za Tamlinem i Rhysandem nie przepadam zbytnio, zdecydowanie bardziej polubiłam Luciena *.*

    Pozdrawiam
    Kasia z bloga KsiążkoholizmPostępujący

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że wcześniej nie spotkałam się z taką opinią! Żałuję, że ty nie byłaś tak zachwycona, ale może drugi bardziej Ci się spodoba.

      Usuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.