sobota, 16 lipca 2016

"W życiu wszystkiego powinno się spróbować chociaż raz." -RECENZJA FILMU- "Zanim się pojawiłeś"

     Oryginalny tytuł: Me Before You

     Reżyser: Thea Sharrock

     Czas trwania: 1h 50min

     Obsada:

     Emilia Clarke jako Lou Clark
     Sam Claflin jako Will Traynor 
     Janet McTeer jako Camilla Traynor 
     Charles Dance jako Stephen Traynor
 
     Książka, na której podstawie powstał: "Zanim się pojawiłeś"



Louisa "Lou" Clark mieszka w niewielkim angielskim miasteczku i nie wie jeszcze, co zrobić ze swoim życiem. Ekscentryczna 26-latka próbuje sił w wielu dziedzinach, by pomóc swej rodzinie związać koniec z końcem. Zostaje opiekunką Willa Traynora, młodego, bogatego bankiera, którego losy całkowicie zmieniły się na skutek tragicznego zdarzenia sprzed dwóch lat. Niegdyś pełen energii, dziś cyniczny do szpiku kości Will wyzbył się już wszelkiej nadziei na szczęście. Dziewczyna postanawia pokazać mu, że jest jeszcze inna droga...

Zajęło mi to bardzo dużo czasu i nie obyło się bez przygód, ale wreszcie obejrzałam "Zanim się pojawiłeś". Bardzo ważny jest dla mnie fakt, że to Jojo Moyes stworzyła scenariusz do filmu. W pełnie jej ufam jeśli chodzi o to jakie zmiany wprowadziła, albo jakie sceny pominęła. Jeśli autorka książki uznała, że tak ma być, to ja nie mogę się z tym nie zgodzić, więc wyjątkowo nie będę porównywać książki z filmem. Bezapelacyjnie największą zaletą produkcji są aktorzy, a dokładniej Emilia Clarke i Sam Claflin. O ile Sama uwielbiałam od dawna, to Emilia była dla mnie zagadką. Oboje zaprezentowali bogaty warsztat umiejętności. Sam miał dodatkowo utrudnione zadanie, bo wcielając się w osobę sparaliżowaną, miał do dyspozycji tylko twarz, ale gdy sobie przypomnę co on z nią robił, to mam ciarki na plecach! Lou Clark to zwariowana młoda kobieta o dziewczęcym uroku oraz specyficznym stylu ubierania, która przy swojej gadatliwości, niezdarności oraz ogromnej szczerości zaraża niemal wszystkich swoją pogodą ducha. I o ile w książce nie byłam do niej do końca przekonana, to Lou wykreowana przez Emilię podbiła moje serce.
"Zanim się pojawiłeś" to prawdziwa emocjonalna bomba, mimo iż uczucia dozowane są z odpowiednim umiarem i rozsądkiem. W jednej chwili powstrzymywałam wybuch śmiechu, a za chwilę ocierałam łzy. Jednakże nie ulegajcie złudzeniom, "Zanim się pojawiłeś" to nie jest kolejna łzawa historyjka. Mimo, że film porusza poważny temat to jest podany w bardzo lekki i przystępny sposób. Ani przez moment nie wydaje się sztuczny, czy przedramatyzowany.  Film jest wyważony, a to dzięki naprawdę udanym zabiegom humorystycznym, a także życiowej i dojrzałej historii przeplatającej gorycz z radością, ukazującej zarówno obie strony naszego życia. Przemyślana fabuła zostaje przedstawiona na tle bogatych i zróżnicowanych krajobrazów. Na pochwałę zasługuję również kostiumy, szczególnie te Louisy. Twórcy idealnie wyważyli poziom szaleństwa głównej bohaterki. Stroje są niesamowicie barwne, ale na szczęście nie zakrawają o absurd. Sountrack to kolejna ogromna zaleta. Rzadko kiedy podobają mi się wszystkie piosenki, a w przypadku "Zanim się pojawiłeś" właśnie tak było. 
Dla mnie to jedna z lepszych ekranizacji jakie widziałam. Kocham film tak samo mocno jak książkę, ale wiem, że spotkałam się z wieloma negatywnymi opiniami. Szczególnie często jest krytykowane zakończenie, więc postanowiłam się wypowiedzieć na jego temat...





~~SPOILERY~~SPOILERY~~SPOILERY~~SPOILERY~~
Wiem, że jeśli znamy książkę, na której postawie został nakręcony film to nieświadomie uzupełniamy pewne wątki i usprawiedliwiamy, niektóre niedociągnięcia, więc osoba, która nie zna pierwowzoru pewne kwestie może odebrać zupełnie inaczej. W książce dużo bardziej został ukazany fakt, że życie Willa będzie z każdym dniem tylko gorsze. Więcej chorób, bólu i coraz więcej uzależnienia od innych. Wszyscy nazywają Willa egoistą, bo mimo wszystko, nie zmienił decyzji, a przecież przez pół roku był bardzo szczęśliwy. Ale weźmy pod  uwagę to co kiedyś powiedział Nathan: Will często maskował ból i starał się sprawić przyjemność Lou. 
Nie mam prawa oceniać jego decyzji. Bo byłoby to okrutne, bo sama nigdy nie byłam w takiej sytuacji. Z perspektywy osoby zdrowej jest łatwo powiedzieć: "Powinien żyć!". Ale tak naprawdę osoba zdrowa nigdy nie odczuje tego, co niepełnosprawna. Nigdy nie będzie w stanie zrozumieć, jak to jest, tak naprawdę niewiele móc. Nie móc podejmować własnych decyzji, nie być wolnym człowiekiem, nie być niezależnym.

"To nie jest życie, Clark. Ale kiedy myślę o tym, o ile mogłoby być gorzej - czasem w nocy leżę w łóżku i prawie nie mogę oddychać. I wiesz co? Nikt nie chce o tym słuchać. Nikt nie chce, żeby mu opowiadać, że się boisz, że cię boli albo że boisz się, że umrzesz z powodu jakiejś głupiej infekcji. Nikt nie chce wiedzieć, jak to jest mieć świadomość, że nigdy więcej nie pójdziesz z nikim do łóżka, nie będziesz jeść tego, co sam ugotowałeś, nigdy nie będziesz trzymać w ramionach swojego dziecka. "


Nie można kogoś zmusić do życia. Teksty typu "mógł żyć bo Lou" albo "postanowił odejść, żeby nie obarczać jej swoimi problemami" zupełnie do mnie nie przemawiają.
 Tu nie nie chodziło o Louisę,
o jego rodziców,
o ciebie,
czy o mnie.
Tu chodziło o niego.
O jego życie.


15 komentarzy

  1. Kocham film całym sercem. <3 Wzruszyłam się podczas seansu i nawet uroniłam parę łez. Co mnie nieco dziwi, bo książki nie mogłam doczytać do końca. Kiedyś mam zamiar ją skończyć, ale na pewno nie po polsku, mam nadzieję, że wersja po ang bardziej mnie przyciągnie. :)
    Pozdrawiam, Nat z natalie-and-books.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie musisz dokończyć czytać! Mam nadzieję, że wersja angielska bardziej przypadnie ci do gustu :-)

      Usuń
  2. Historię bardzo chcę poznać, lecz z pewnością zacznę od książki. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się! Koniecznie najpierw przeczytaj :-)

      Usuń
  3. Muszę w końcu zainteresować się tym filmem i samą powieścią, chociaż szczerze mówiąc, nie przepadam za tego typu opowieściami, ale może jednak mnie one do siebie przekonają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio poleciłam film koleżance, która również nie przepada za takimi historiami. Po seansie była zachwycona, a to chyba coś znaczy...

      Usuń
  4. Książkę mam w najbliższych planach, a później na pewno obejrzę także film.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak bardzo chce już obejrzeć ten film♥ Jestem pewna, że Sam jak zawsze spisze się na medal (wszystkie recenzje to potwierdzają).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sam to gwarancja dobrego filmu ;-D

      Usuń
  6. Dwa dni temu obejrzałam film, od razu po przeczytaniu książki. Mnie bardziej przypadłą do gustu jednak książka, ale film także wyszedł super.

    OdpowiedzUsuń
  7. "Zanim się Pojawiłeś" przede mną - zarówno film, jak i książka. Ale pierwsza oczywiście książka! :)
    Pozdrawiam, http://ksiazkowa-przystan.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Film jest naprawdę dobry. Zmusza do refleksji i stawia nam pewne fakty jaśniej niż niejeden człowiek.
    Piękny, wart zauważenia przez dosłownie wszystkich...
    Pozdrawiam gorąco,
    Isabelle West
    Z książkami przy kawie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się! Każdy powinien obejrzeć. Już zaczęłam zachęcać znajomych :-)

      Usuń
  9. Ja również uwielbiam Sama, czego nie mogę powiedzieć o Clarke. Myślę, że aktorka pasuje jednak na postać Lou. Filmu nie oglądałam, ale lekturę Moyes mam już za sobą. Książka bardzo mi się podobała, czego nie mogę powiedzieć o "Kiedy odszedłeś". Dalsze losy Lou nie przemawiały do mnie w późniejszej powieści.
    Wracając jednak do końcówki w "Zanim się pojawiłeś" to zgadzam się z tobą w stu procentach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam "Kiedy odszedłeś". To również dobra książka, ale dla mnie nie umywa się do fenomenu pierwszej części. Nie podoba mi się "Niespodzianka" z jaką wyskoczyła Moyes. Niby dobrze poprowadziła ten wątek, ale nie mogę przestać myśleć "Co by było, gdyby Will wiedział?"...

      Usuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.