środa, 6 lipca 2016

"Takie właśnie są nieuniknione skutki tragedii i następstwa żałoby. Zbyt wielu ludzi umiera po trochu wraz ze śmiercią kogoś bliskiego. Jeden zgon pociąga za sobą dwa, dwadzieścia albo i sto innych istnień." -RECENZJA KSIĄŻKI- "Charlie St. Cloud"


          

           Oryginalny tytuł: The Death and Life of Charlie St. Cloud

            Autor: Ben Sheerwod

            Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
        
            Liczba stron: 232





Szesnastoletni Charlie St. Cloud cudem uniknął śmierci w wypadku samochodowym. Jego młodszy brat, Sam, umarł podczas reanimacji. Mijały lata, a Charlie wciąż mieszkał w rodzinnym miasteczku w Nowej Anglii. Kosił trawniki i dbał o groby na starym cmentarzu, gdzie pochowano Sama. Po wypadku został obdarzony zadziwiającą zdolnością: mógł widywać zmarłego, rozmawiać z nim, a nawet grać z duchem Sama w baseball.
Pewnego dnia w jego zorganizowane życie wkracza Tess Carroll, wspaniała i silna młoda kobieta, planująca samotny rejs dookoła świata. Niepowtarzalne uczucie, które ich połączy, stanie się początkiem dramatycznych zdarzeń, prowadzących do wyboru między śmiercią i życiem, przeszłością i przyszłością, przyzwyczajeniem i zmianami.


Książka "Charlie St. Claud" przed powstaniem ekranizacji nosiła tytuł "Niewiarygodna historia miłosna" i żałuję, że został on zmieniony, bo właśnie tymi trzema sławami można idealnie opisać dzieło Bena Sheerwoda. Towarzyszy mu tajemniczy i niesamowity klimat. Czytając byłam w stanie uwierzyć, że taka historia zdarzyła się naprawdę. Mimo kilku elementów fantastycznych, wydawała się niezwykle realna. Jakiś czas temu oglądałam film, więc książka nie powinna mnie niczym nowym zaskoczyć, a gdy czytałam zaskakiwała wielokrotnie. Nie mogę tego wyjaśnić, ale mimo, że wiedziałam co zaraz się wydarzy, to gdy już to się działo, nie mogłam uwierzyć. Na początku gdy nastąpiło spotkanie Charliego i Tess nic nie wskazywało na coś niezwykłego. Umawiają się na randkę, zakochują w sobie, nic specjalnego, prawda? Tak, ale tylko do pewnego czasu. Wtedy zrozumiecie, że od samego początku ta historia była wyjątkowa, a Wy po prostu tak mało zauważyliście. 
Jestem po ogromnym wrażeniem stylu pisania Bena Sheerwoda. Sama konstrukcja powieści jest niezwykle interesująca. Zaczyna ją i kończy postać, która w powieści pojawia się jako postać drugoplanowa. Trudno jest to dobrze wytłumaczyć, bo autor posługuje się bardzo oryginalnym sposobem narracji, ale zapewniam, że dzięki temu czytanie będzie o wiele ciekawsze. A właściwie płynięcie po kartach tej powieści. Czytanie? Nie. "Charlie St. Claud" to wspaniała podróż po życiu, śmierci i świecie "pomiędzy". Mogłoby się wydawać, że książka opisująca relację między Charliem i jego zmarłbym bratem będzie bardzo smutna. Wbrew pozorom wcale tak nie jest. Autor wykreował niezwykle ciepłą opowieść, skłaniającą do refleksji i dającą nadzieję. Przyznam się, że w końcówce uroniłam kilka łez, ale nie były one spowodowane smutkiem (Może tylko trochę żałowałam, że już kończę czytanie), ale niewiarygodnym wzruszeniem. 
Polecam każdemu, bo książka jest jedną z tych, które warto, a nawet trzeba przeczytać.
"Charlie St. Claud" uświadamia nam, że nie mamy wpływu na śmierć bliskich, ale to my decydujemy, czy chcemy każdego dnia po trochu umierać razem z nimi, czy zaczniemy naprawdę żyć. 


5 komentarzy

  1. Mam ogromną ochotę na tę książkę, filmu nie widziałam, ale może to i dobrze. Jestem jak najbardziej na tak, bo czasem warto odrzucić na bok wszystkie zabijające czas książki i sięgnąć po te, które wnoszą coś do naszego życia.
    Pozdrawiam cieplutko :)
    gabRysiek recenzuje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie przeczytaj, a potem obejrzyj film :-)

      Usuń
  2. Cześć :)
    Dzisiaj nominowałam cię do Liebster Blog Award będzie mi bardzo miło jak odpowiesz na nominacje ;)
    Pozdrawiam serdecznie, Tiggerss
    http://tiggerssreads.blogspot.com/2016/07/050-liebster-blog-award-3.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję! Nazbierało mi się już tyle nominacji, że wypadałoby w końcu na nie odpowiedzieć.

      Usuń
  3. Na film trafiłam już dobre parę razy, ale zawsze znajdował się jakiś martwy punkt, przez który nie mogłam przebrnąć i go wyłączałam.
    Nie wiedziałam, że jest książka, więc serdecznie dziękuję Ci za tę recenzję! :D
    Z pewnością szybko się za nią zabiorę, może być lepsza niż ekranizacja :)
    Sam pomysł wydaje się ciekawy, a skoro mówisz, że pokochałaś styl autora, to stanowczo w to wchodzę!
    Pozdrawiam Cię cieplutko, po prostu uwielbiam Twojego bloga!
    Zapraszam do mnie na recenzję książki "Jak najdalej stąd",
    Isabelle West
    Z książkami przy kawie

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.