niedziela, 22 maja 2016

"Trzeba pogodzić się z istnieniem niedoskonałości, nawet w rzeczach, które wydają się całkowicie doskonałe." -RECENZJA KSIĄŻKI- "Korona"



        Oryginalny tytuł: The Crown

        Autor: Kiera Cass


        Wydawnictwo: Jaguar


        Seria: Selekcja


        Liczba stron: 304




Córka Americi i Maxona - księżniczka Eadlyn nie sądzi, że uda jej się znaleźć prawdziwego partnera wśród konkursowych trzydziestu pięciu zalotników, nie mówiąc już o prawdziwej miłości . Ale czasami serce znajdzie sposób, aby nas zaskoczyć. Eadlyn musi dokonać wyboru, który okaże się trudniejszy niż ktokolwiek się mógł spodziewać...



Uprzedzam, że moja opinia o "Koronie" może nie być w pełni obiektywna. Jednak nie jestem pewna, czy przez wzgląd na mój sentyment do "Selekcji", ocenię ją łagodniej, czy wręcz przeciwnie. Będę bardziej surowa, gdy autorka zniży poziom w stosunku do poprzednich części. Trudno mi jednoznacznie ocenić, czy "Korona" była lepsza, czy gorsza od swoich poprzedniczek, bo ona po prostu była inna...
Sama nie wierzę, że to piszę, ale bardzo polubiłam postać... Eadlyn! Ale jestem chyba jestem jedyną osobą, która tak uważa. 
Wydarzenia z końcówki "Następczyni" bardzo zmieniły dziewczynę. Z dnia na dzień została wrzucona na głęboką wodę i chociaż miała problemy, zawsze sobie z nimi radziła. Z egoistycznej i aroganckiej księżniczki, zmieniła się w królową, która zrobi wszystko dla dobra osób, które koga i swoich poddanych.
O ile w "Następczyni" nie mogłam się zdecydować, któremu z kandydatów do ręki Eadlyn kibicować, to w "Koronie" zrobiłam to bardzo szybko. Jednak nadal darzyłam ogromną sympatią innych uczestników Eliminacji, przez co żadna decyzja Eadlyn nie wydawała mi się dobra. Wiem, że księżniczka, nie może założyć haremu (chociaż z ust kandydata do jej ręki padła taka propozycja), ale gdy wybrała przyszłego męża, nie mogłam czuć się w pełni usatysfakcjonowana. Przyznam, że serce Eady zdobył mój faworyt, ale nie mogę zdradzić, kto nim był. Chociaż nadal pozostałam wierna mojej Top trójce z "Następczyni", czyli Kile'owi Henri'emu i Erick'owi. 
Kiera Cass nieźle namieszała nam w głowie odnośnie tego, kto podbije serce Eadlyn. 
Od początku nastawiała nas na kogoś innego, ale potem nastąpił nagły zwrot akcji, który wszystko zmienił. Na ogół uwielbiam zaskoczenie, ale w miłości to chyba nie jest dobre rozwiązanie. Jestem w stanie dokładnie wskazać moment, kiedy Eadlyn zakochała się w przyszłym mężu. Najpierw nic, a potem bum! To miłość mojego życia. Trochę mało wiarygodne rozwiązanie...
"Koronę" czyta się wręcz błyskawicznie. Przyjemny styl pisania autorki, w połączeniu z wartką akcją tworzy interesującą całość. W tej części dowiadujemy się więcej o postaciach, które znamy z wcześniejszych tomów, ale również poznajemy kilku nowych bohaterów.
Ogromnym, ale bardzo pozytywnym zaskoczeniem było dla mnie pojawienie się wątku homoseksualnej pary. Może nie został on jakoś bardzo rozbudowany, ale stanowił ciekawy smaczek w całej powieści. 
W "Następczyni" bardzo zabrakło mi Ami i Maxona, ale ku mojej wielkiej radości w "Koronie" było ich znaczenie więcej. I nawet jakby odmłodnieli, bo w czwartej części wydawali się parą dziadków. Teraz jednak znowu mamy okazję obserwować ich miłość. Przyznam, że niejedna łza się w oku zakręciła. Wiele osób uważa, że duologia o Eadlyn jest zupełnie zbędna i została napisana "tylko dla kasy". Jednak ja się nie zaliczam do tej grupy. Przyznam, że na początku nie byłam zadowolona z kontynuacji, bo burzała ona moją wizję "długo i szczęśliwie" Americi i Maxona, ale teraz zrozumiałam, że była ona potrzebna. Zniesienie kast przez Maxona było tylko początkiem zmian Illéi, ale prawdziwym ich zakończeniem była decyzja Eadlyn...


6 komentarzy

  1. Też dałam Koronie 7 i nie jesteś jedyną osobą lubiącą Eadlyn :D Ja też ją lubiłam o dziwo już od Następczyni, ale to może po prostu ze mną jest coś nie tak :P W każdym razie ja tak naprawdę przez cały czas kibicowałam komu innemu, kiedy wreszcie się zorientowałam, że to nie wyjdzie żadnej ze stron na dobre. Pomimo niedosytu wspaniale było znów wkroczyć w ten bajeczny świat :D
    Pozdrawiam :D
    http://books-world-come-in.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Trylogia "Selekcja" podbiła moje serce. Pokochałam bajkowy klimat i rozterki Amierici. Pamiętam jak bardzo cieszyłam się na wieść o wydaniu "Następczyni". Niestety - książka totalnie mnie rozczarowała. Eadlyn to rozpuszczona i egoistyczna dziewucha, i nie rozumiem jak Ami i Maxon, mogli doczekać się aż tak koszmarnego dziecka. "Korona" jeszcze przede mną, i na pewno po nią sięgnę, ze względu na sentyment do całej serii. Jednak nie mogę pozbyć się wrażenia, że zarówno "Następczyni" i "Korona" to książki pisane dla pieniędzy i na siłę. Jestem ciekawa, czy w finale historia wróci na dobry poziom z pierwszych tomów, czy może wciąż utrzyma nienajlepszy z "Następczyni". Skoro jednak Tobie się podobała to może mnie również?
    Pozdrawiam :*
    In Bookland

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja właśnie nie dawno przeczytałam "Następczynię" i tak samo jak ty polubiłam główną bohaterkę. Postaram się niedługo sięgnąć po "Koronę".
    Pozdrawiam :*
    http://zapoczytalna.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzisiaj skończyłam tę książkę i muszę przyznać, że bardzo mi się nie podobała. Wydaje mi się, że w Nastepczyni był jakiś pomysł, tak tu po prostu autorka zaczęła wypisywać jakieś głupoty, żeby tylko uratować fabułę. Strasznie się zawiodłam.
    Dwiestronyksiazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam autorkę, uwielbiam serię, uwielbiam tę historię. Przyznaję z bólem serca, że w trylogii o Americe autorka przyłożyła się o wiele bardziej do wykreowania fabuły, ale "Następczyni" również zdobyła moje serce. Obawiam się, że Eadlyn nie wybierze osoby, z której będę usatysfakcjonowana i po prostu się zawiodę. Chociaż, jeśli mam być szczera, na razie nie mam faworyta, szczególnie denerwuje mnie Kile...
    Pozdrawiam ^^
    Patty z pattbooks.blogspot.com (zapraszam, u mnie post tematyczny ^^)

    OdpowiedzUsuń
  6. Niedawno skończyłam czytać "Jedyną" i mam ogromnego kaca książkowego. Nie potrafię przestać o niej myśleć, tym bardziej, że kolejne części będą już dotyczyć ich córki, a nie ich samych :/ Mam nadzieję jednak, że również mi się spodobają, na razie jednak muszę chwilę odetchnąć od tej serii, bo czytanie od razu kolejnych części mogłoby tylko pogłębić mój kac książkowy :P Kocham całą tę serię ♥

    http://ksiazki-recenzje-czytelnicy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.