środa, 30 września 2015

"Pójdziesz do papierowych miast i nigdy już nie powrócisz." -RECENZJA KSIĄŻKI- "Papierowe miasta"

   
       Oryginalny tytuł: Paper Towns

        Autor: John Green

        Wydawnictwo: Bukowy Las

        Liczba stron: 400







Quentin Jacobsen – dla przyjaciół Q – ma osiemnaście lat i od zawsze jest zakochany w zbuntowanej Margo Roth Spiegelman. W dzieciństwie przeżyli razem coś niesamowitego, teraz chodzą do tego samego liceum.
Pewnego wieczoru w przewidywalne, nudne życie chłopaka wkracza Margo w stroju nindży i wciąga go w niezły bałagan. Po czym znika. Quentin wyrusza na poszukiwanie dziewczyny, która go fascynuje, idąc tropem skomplikowanych wskazówek, jakie zostawiła tylko dla niego. Żeby ją odnaleźć, musi pokonać setki kilometrów po USA. 

Bardzo zaintrygował mnie już tytuł książki "Papierowe miasta". Nigdy nie spotkałam się z tym określeniem i dopiero w trakcie lektury dowiedziałam się, co to oznacza. Czym są tytułowe papierowe miasta? Dajcie się zabrać w podróż z Quentinem, śledźcie jego drogę poszukiwań Margo, a z pewnością poznacie tajemnicę papierowych miast. Książka jest podzielona na trzy części. Pierwsza jest bardzo dynamiczna i czyta się ją błyskawicznie, druga już trochę zwalnia, ale nie traci na ciekawości. Natomiast (to chyba nie będzie spoiler?) podróż minivanem z trzeciej to istne mistrzostwo świata!! Bardzo wiele osób narzeka na zakończenie, twierdząc, że jest po prostu fatalne. Nawet ja nie mogę powiedzieć, że jest jakieś wybitne -bo nie jest, ale chyba pasuje mi do tej historii i jeśli mam brać pod uwagę inne zakończenie jakie nasuwając mi się na myśl to to wykreowane przez autora jest najlepsze. Może zostawia po sobie lekki niedosyt, ale dzięki temu nie rozwiewa tej nutki tajemnicy towarzyszącej nam podczas lektury.
Bohaterowie „Papierowych miast” są tak świetni, że polubiłam ich już od samego początku. Główna postać, Quentin oraz jego przyjaciele to barwne charaktery, bohaterowie pełni życia, wszyscy jednak niemalże diametralnie się od siebie różnią. Każdy z nich jest inny i ta inność jest wyraźnie wyczuwalna. 
Ale co do samej Margo to chyba nie mogę powiedzieć, że ją polubiłam. Owszem, jest świetnie wykreowaną i barwną postacią, ale chyba nie chciałabym spotkać się z nią w realnym życiu. Autor nie od razu zapoznaje czytelnika z jej charakterem, zostawia sobie trochę czasu na przedstawienie go, wyeksponowanie w pełni, jednak pomimo wytłumaczenia jej zachowania, nie byłam w stanie spojrzeć na Margo sympatyczniejszym okiem i wciąż mam ją troszkę za egoistkę.
John Green potrafi w naprawdę zadziwiający sposób, połączyć filozoficzne rozważania o życiu z ogromnym poczuciem humory. Rzadko śmieję się głośno przy książce, a tu robiłam to niemal bez przerwy. Humor bohaterów musi udzielić się czytelnikowi, ale lekki język niesie ze sobą poważną treść, mającą prawdziwe – nie tylko papierowe – znaczenie.Green w swojej powieści pokazuje, że tak naprawdę nigdy nie poznamy do końca drugiej osoby, a nasze wyobrażenia o niej mogą nie mieć nic wspólnego z rzeczywistością.


20 komentarzy

  1. Świetny post. Bardzo ładnie piszesz i (za to brawa) Twoja notka mnie nie zanudziła, a tak często bywa przy recenzjach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę :-) Dziękuję, za miłe słowa. To jeszcze bardziej motywuje mnie do pisania!

      Usuń
  2. Do tej pory miałam okazję sięgnąć po tylko jedną książkę Greena i w moim rozeznaniu wypadła raczej średnio :s Ale nie będę się poddawać! Chętnie zaopatrzę się w "Papierowe miasta", gdy nadarzy się ku temu okazja ^^
    Bardzo fajna recenzja :)

    LimoBooks :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajna recenzja. Mnie niestety do książki już nie da się zachęcić, ponieważ mam już ją za sobą. Chyba, że skuszę się na nią drugi raz. :)
    Pozdrawiam.
    Między Stronami

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam książkę i niestety bardzo mi się NIE podobała. Przeżyłam katusze podczas lektury. Ekranizacji nie będę oglądać. Nie mam ochoty wracać do tej historii.

    OdpowiedzUsuń
  5. Książkę czytałam i taka sobie.
    Spodziewałam się trochę więcej. Sama w sobie nawet ciekawa. Ta laska jest zdrowo rąbnięta, ta bohaterka. Dla mnie najfajniejsi byli bohaterowie drugoplanowi.
    Najlepsza właśnie była końcówka, jak wyjechali po nią. Jedyna co mnie uśmiało ja temu jego koledze sikać się chciało :D i do butelki hahaha dobre to było.
    Pozdrawiam ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to było świetne! Uwielbiam przyjaciół Q :-)

      Usuń
  6. Odrobinę się tej książki obawiam, bo opinie się różne, więc zobaczymy... oczekiwań sobie nie robię, by w razie czego się nie rozczarować. Cieszę się, że Tobie przypadła do gustu. :) Pozdrawiam! :)

    porozmawiajmy-o-ksiazkach.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Zaczęłam ją czytać i niestety musiałam oddać do biblioteki. Miałam już jednak kilka spostrzeżeń: tak jak Ty śmiałam się na głos podczas lektury i zauważyłam, że bohaterowie są bardzo wyraziści. Pierwsza część jest rzeczywiście dynamiczna i czyta się ją szybko, nawet jeśli średnio interesuje. Ale dokończę ją, bo mimo wszystko jestem ciekawa wyjaśnienia papierowych miast i zachowania Margo :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Poczucie humoru to z całą pewnością jedna z zalet tej książki. Jednak mnie nie zachwyciła, raczej wszystkie tytuły tego autora to dla mnie taka lektura na jeden wieczór ;)

    Pozdrawiam :) Przy gorącej herbacie

    OdpowiedzUsuń
  9. 'Papierowe miasta' zbyt długo leżą nie przeczytane na półce w moim pokoju!

    W wolnej chwili wpadnij na mojego bloga! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kolejna pozytywna recenzja tej książki, która tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że muszę po nią sięgnąć. Co prawda sam John Green jak na razie nie zachwycił mnie w stu procentach. Jego "Gwiazd naszych wina" była dobrą książką, ale nie najlepszą. Może "Papierowe miasta" bardziej mnie poruszą. :)
    Pozdrawiam
    A.

    http://chaosmysli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie bardziej poruszyło "Gwiazd naszych wina", ale trudno porównać te dwie książki.

      Usuń
  11. Od jakiegoś czasu zastanawiałam się nad tą książką, ale po obejrzeniu filmu wróciły do mnie pierwotne uczucia, że to nie dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nominowałam Cię do LBA. Więcej u mnie :http://ksiazki-jak-narkotyk-zaczytana.blogspot.com/2015/10/pierwsza-nominacja-lba.html

    OdpowiedzUsuń
  13. Kiedy leciałam do Paryża, zaczęłam sobie czytać tą książkę,ale jakoś mnie nie wciągnęła i przestałam jak tylko samolot wylądował. Może kiedyś do niej powrócę? :). Pozdrawiam gorąco ;).

    http://zyjemyioddychamymarzeniami.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też na początku nie przekonała, ale potem się rozkręciła. Daj jej drugą szansę :-)

      Usuń
  14. John green to świetny pisarz. Ja osobiście czytałam Gwiazd naszych wina a teraz kolej na papierowe miasta . Twoja recenzja mnie tylko zachęciła . Ksiązka czeka na mnie już w Polsce u dziadków także teraz tylko musze po nią jechać :)
    Zapraszam do siebie orchixn.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie czytałam jeszcze nic tego autora, ale koniecznie muszę nadrobić zaległości :)

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.