sobota, 29 sierpnia 2015

"Bywa, że bratnią duszę znajduje się już na progu dorosłości, a co jeśli ja pozwolę jej odejść? Do końca życia będę tego żałować.-RECENZJA FILMU-"Miłość bez końca"

      Oryginalny tytuł: Endless Love

       Reżyser: Shana Feste

       Czas trwania: 1h 44min

       Obsada:
       Alex Pettyfer jako David Elliot
       Gabriella Wilde jako Jade Butterfield
       Bruce Greenwood jako Hugh Butterfield
       Joely Richardson jako Anne Butterfield
     
       Książka, na której podstawie powstał: "Miłość bez końca"

Po ukończeniu szkoły średniej żyjąca pod kloszem Jade zaczyna odczuwać fascynację Davidem. Młodzi zakochują się w sobie. Spędzając ze sobą niezapomniane lato, młodzi kochankowie wbrew wszelkiej logice pozwalają, aby wszechogarniająca namiętność stała się fundamentem ich wspólnej przyszłości. Romans Jade i Davida staje się tym bardziej intensywny, im bardziej rodzice dziewczyny próbują ich rozdzielić. 

Może zacznę od tego, że nie mam pojęcia jak ten film można nazwać ekranizacją książki Scotta Spencera ? Bo tak na prawdę jedyną wspólną cechą jest tytuł i imiona głównych bohaterów. Wszystko co było ciekawe w książce zostało wyrzucone do kosza, a film to tylko kolejne płytkie romansidło dla nastolatków. Tak na dobrą sprawę fabuła książki zaczyna się w momencie, gdy film już prawie się kończy. Co do samej produkcji, jest lekka i przyjemna, pozbawiona jako takiej fabuły – ot typowy romantyczny film, których ostatnio pełno.   Wychowująca się w bogatej rodzinie Jade trzyma się z dala od wszystkich szkolnych imprez i spotkań. Przyczyną jej odizolowania, jest śmierć starszego brata. No i jak łatwo przewidzieć tutaj z ratunkiem przylatuje boski David, który wyciąga wprowadza w szalone życie towarzyskie. Spotykają się i zakochują mimo dzielących i różnic. Jednak żeby nie było tak kolorowa rodzice dziewczyny są przeciwni temu związkowi... Bardzo oryginalna fabuła, nieprawdaż?

Również aktorzy wcielający się w dwójkę głównych bohaterów nie powalają na kolana. Są-tak samo jak cały film- po prostu ok. Wspomniany wcześniej ojciec to niezłe ziółko, ale mimo to jest jedną z ciekawszych postaci, natomiast Jade to czasem straszna idiotka! Ojciec załatwił jej wyśmienite praktyki. A ona co? Rzuca to wszystko dla gościa, którego zna niespełna tydzień. Rozumiem że to wielka miłość, no ale bez przesady! A David chyba nie umrze gdy poczeka, aż ta skończy staż? Wydaje mi się, że to tylko udowodniłoby rodzicom pary, że ich miłość to nie jest przeszkoda by mogli realizować swoje plany na przyszłość.
Czy polecam oglądanie "Miłości bez końca"? Niekoniecznie, no chyba, że ktoś bardzo lubi melodramaty, chociaż ja je lubię, a ten zupełnie nie przypadł mi do gustu. Liczyłam na coś nowego i ciekawego, a dostałam to co zawsze... Znacznie bardziej polecam przeczytanie książki, która jest na pewno bardziej wartościowa od filmu.


20 komentarzy

  1. Książkę pomimo Twojej szóstki, chcę przeczytać.
    pozdrawiam.
    http://miedzy--stronami.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szóstkę dostał film, ocena książki jest wyższa.

      Usuń
  2. Dlatego tak nie lubię ekranizacji - najczęściej wyrzucają z książki istotne fakty, a zastępują to koloryzowaniem swojej wizji... Miałam podobne odczucia w przypadku "Love, Rosie" - jak książkę pokochałam, tak film cóż... był przyjemny, ale całkowicie oderwany od książkowej historii.
    Pozdrawiam
    A. :)

    http://chaosmysli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślałam by zabrać się za książkę, ale nie byłam przekonana. Filmu nie widziałam a za melodramatami nie przepadam bo strasznie płaczę na filmach i potem boli mnie głowa.
    Buziaki!
    www.filigranoowa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książkę mogę polecić, film zdecydowanie NIE!

      Usuń
  4. Ech... Z ekranizacjami książek najczęściej bywa, że wszystko jest na opak i wychodzi z tego kompletnie inna historia, co czytelnikom niekoniecznie się podoba... Może kiedyś sami napiszemy scenariusz do naszej ulubionej książki? :) Pozdrawiam gorąco ^^

    http://zyjemyioddychamymarzeniami.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo chętnie, ale myślę, że taki film nie trwałby 2h tylko 5!

      Usuń
  5. Myślę, że większość ekranizacji jest mniej wartościowa od powieści, na podstawie której powstały. Chyba bardziej jestem zainteresowana przeczytaniem książki, niż obejrzeniem filmu :)

    http://zaczarowana-me.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  6. EKranizacje zawsze są złe ;D Nie ogladałam jeszcze ekranizacji lepszej od książki. Dlatego rzadko kiedy oglądam filmy na podstawie książek.

    Pozdrawiam
    Blog książkoholiczki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem, niektóre filmy są lepsze, przykład? "P.S.Kocham cię"

      Usuń
  7. Ja mam w zwyczaju nigdy nie oglądać filmów i seriali przed przeczytaniem książki. Nie chcę sobie psuć frajdy, ale rzadko kiedy ekranizację zdradzają fabułę, bo twórcy dużo zmieniają.

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przypadku "Miłości bez końca" film i książka nie mają ze sobą NIC wspólnego. NIC!!

      Usuń
  8. nie przepadam za ekranizacjami, które mają niewiele wspólnego z pierwowzorem. z Twojej relacji wynika, że film jest tak oryginalny jak te głupie buty AirMaxy. nawet gdyby groziła mi śmierć z nudy, nie obejrzałabym tego gniota.
    Pozdrawiam, Antosia :)
    Antosia czyta blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja żałuje, że straciłam niego całe dwie godziny -_-

      Usuń
  9. Nominowałam Cię do Liebster BLog Award. Mam nadzieję, że spodobają Ci się moje pytania i na nie odpowiesz.:)
    ksiazkowezamieszanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Zapraszam Cię do dwóch TAGów :3 miłej roboty! :D

    http://cynka7.blogspot.com/2015/08/tagi.html

    OdpowiedzUsuń
  11. Film oglądałam bardzo dawno temu. Tak właściwie to dokładnie nie pamietam o czym był, wiem, że mi sie podobał.
    recenzje-starlight.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Zgadzam się, tutaj z jakąś osobą komentującą, że czasami ekranizację są lepsze od oryginału w książce. Za przykład podam książkę Nicholasa Sparksa "Jesienna miłość". Myślałam, że nie wytrzymam i rzucę to w .... no. A film "Szkoła uczuć" był wspaniały i postać Londona Cartera była barwniejsza od tego wymoczka stworzonego przez Sparksa. To była moja pierwsza i ostatnia książka tego autora. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam "Szkołę uczuć", chociaż pierwowzoru nie czytałam i na razie nie zamierzam. Jakoś nie ciągnie mnie do książek tego autorka, chociaż jego ekranizacje bardzo lubię.

      Usuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.